
Szacowany czas czytania artykułu wynosi około 1 godzinę i 20 minut
Spis treści:
- Wstęp do René Girarda
- Jak trafiłem na Girarda?
- Definicja Mimesis
- Mimesis w prawdziwym życiu. Historia Prawdziwa.
- Jak René Girard mnie uratował?
- Historia René Girarda: kim był, w co wierzył, czemu się sprzeciwiał, jakie idee wyznawał?
- Gotowy by umrzeć, Gotowy by zabić. Gdzie kupić?
- Dlaczego nie będę go do końca nazywać po prostu filozofem?
- Psychologia według Girarda: co odróżnia nas od małp?
- Mechanizm działania mimesis: pragnienie metafizyczne a pragnienie fizyczne
- To nie o cyce chodzi. To o byt.
- Główna teza René Girarda
- Co łączy pragnienia metafizyczne i romantyzm?
- Czy rezygnacja z wyścigu to niezależność, czy tylko moralna poza? O fałszywym indywidualizmie
- Najważniejsza rzecz do zapamiętania z psychologii René Girarda to…
- O społecznych uwarunkowaniach w teorii René Girarda
- Unikalność nie wynika ze zdolności odkrywania prawdy, lecz z wiary w określone kłamstwa
- Historia według Girarda – Mechanizm kozła ofiarnego
- Morderstwo i podmiot w filozofii społecznej René Girarda
- Edyp w interpretacji Girarda – znaczenie mitu w teorii kozła ofiarnego
- Cezar jako ofiara i bóg: prawdziwa logika pogańskich instytucji. Nakazy i Rytuały
- Dlaczego Girard był chrześcijaninem? O ofierze, która mówi prawdę
- Dlaczego Biblia obala pogańskie mity? Girardowska interpretacja
- Miłość, przemoc i ofiara: jak chrześcijaństwo zmieniło świat według Girarda
- Jak chrześcijaństwo umożliwiło powstanie nauki – według René Girarda
- Jak chrześcijaństwo zapoczątkowało epokę innowacji? Girard: Jezus był początkiem
- Chcesz być oryginalny? Zacznij od kopiowania – Girard o paradoksie kreatywności
- Czy prawda Chrystusa prowadzi do chaosu? Girard o końcu fałszywego pokoju
- Kapitalizm jako ukryta forma przemocy – według René Girarda
- Girardowska krytyka kapitalizmu
- Czy żyjemy w czasach ostatecznych? Girard o broni nuklearnej i zagładzie
- Radziecki atomowy okręt podwodny z 1962 roku i Girard: jak blisko byliśmy apokalipsy?
- Girard o końcu świata: jak żyć, gdy zagłada wydaje się nieunikniona?
- Dwójmyślenie czyste w formie, czyli skutki uboczne filozofii Girarda
- Dlaczego powinieneś nie czytać Girarda – ciemna strona jego filozofii
- Czy powinniśmy uczestniczyć w kapitalizmie?

Wstęp do René Girarda
Żaden filozof nie wpłynął na moje myślenie bardziej niż René Girard.
To on pokazał mi, jak bardzo byłem uwikłany w bezsensowne zmagania o status i jak bardzo kierowały mną pragnienia, które nie były nawet moje własne.
I nie byłem jedyny — zbyt wielu moich rówieśników było nieszczęśliwych, goniąc za rzeczami nie dlatego, że naprawdę ich pragnęli, lecz dlatego, że społeczeństwo im to narzucało.
Czasem patrzę wstecz i zastanawiam się, jak w ogóle funkcjonowałem bez idei Girarda.
Widzę, jak bardzo pochłaniały mnie próżne dążenia, bezsensowne gry o status — wszystko to zostało obnażone przez Girarda, który mnie przed tym ocalił.
Jeśli istnieje jakiś zestaw idei, który radykalnie odmienił moje życie, to właśnie ten.
Jednak zdobycie tych idei było długą i bolesną walką.
Pisma Girarda są trudne do zrozumienia, jego teorie wydają się przestarzałe i abstrakcyjne, a jego książki przeskakują od jednej idei do drugiej bez wyraźnej struktury.
Przedstawiając kogoś jako girardianina, powinno się podkreślać ich porażki co najmniej tak samo mocno, jak sukcesy, jeśli nie bardziej, bo to często właśnie porażki prowadzą do Girarda.
Nie sądzę, żeby girardowskie poglądy rodziły się w triumfie zwycięstwa — raczej trzeba je wydobywać z pobojowisk porażki.
I tak, nie było to podejście z pozycji sukcesu czy też luźne zainteresowanie teoretyczne, które zaprowadziło mnie do Girarda, lecz raczej czołgałem się do niego w akcie desperackiej egzystencjalnej potrzeby.

Jak trafiłem na Girarda?
— A więc jak trafiłem na Girarda?
— Tak jak wspomniałem, głównie przez osobiste cierpienie i wewnętrzne zmagania, ale może żeby być nieco bardziej precyzyjnym — jak wielu innych nastolatków, zwłaszcza ambitnych nastolatków — miałem trudny czas w pierwszych latach.
Nie chodziło o trudności z nauczeniem się pewnych tematów na zajęcia, czy towarzyskie rozterki, lecz o głęboki, osobisty i egzystencjalny kryzys.
Jako osoba chodząca do najlepszych liceów w Polsce… mogę bez problemu użyć tej o to metafory— to tak, jakbyś nagle znalazł się w zoo z setkami innych hiperświadomych, zorientowanych na status i wyniki maturalne nastolatków.
I myślę, że jednym słowem, które dobrze oddaje egzystencjalny problem takiej społeczności, jest pustka.
Oczywiście nie dotyczyło to wszystkich, ale większość z nas nie robiła rzeczy dla nich samych.
Robiliśmy je z tego, co Girard nazwałby mimesis — z naszej naturalnej zdolności i skłonności do naśladowania innych.

Definicja Mimesis
Mimesis to grecki termin (μίμησις) oznaczający naśladownictwo, imitację lub przedstawienie
Pomyśl o tym tak: tysiące rzekomo najbystrzejszych i najbardziej niezależnych młodych ludzi w Polsce, a zwłaszcza w takich krajach jak Stany Zjednoczone, po studiach trafia zaledwie do czterech profesji: finansów, informatyki (branży technologicznej), prawa oraz medycyny. W liceum, do którego uczęszczałem, na profilu matematyczno-fizyczno-informatycznym panował ogromny nacisk na jak sam profil klasy wskazuje stawiano na informatykę; mawiano nawet, że kto nie pójdzie na politechnikę, skończy na „wydziale gier i zabaw”.
A w późniejszym czasie na studiach.
Spędzaliśmy czas z „właściwymi” ludźmi, chcieliśmy być widziani z „odpowiednią” osobą, i harowaliśmy jak szaleni, walcząc o prestiżowe staże, których większość z nas tak naprawdę w sekrecie nienawidziła.
A to, co czyniło to wszystko jeszcze bardziej perwersyjnym, to fakt, że musieliśmy okłamywać samych siebie, by móc dalej to robić.
Jeśli tylko mrużyliśmy oczy wystarczająco mocno i odurzaliśmy się bełkotem naszych równie pijanych rówieśników, to mogliśmy wmówić sobie, że ta ścieżka prestiżu, statusu społecznego to naprawdę nasza własna droga.
A to, co było tak egzystencjalnie przygnębiające w takim życiu, to nie obecność czegoś złego — nikt nas nie torturował, nie głodowaliśmy — ale brak tego CZEGOŚ.
Nawet sukcesy były puste i pozbawione znaczenia.
Coś o tym wiem – sam przecież ukończyłem Ironmana. Dla tych, którzy nie wiedzą: Ironman to triathlon, w którym trzeba przepłynąć 3,8 km, przejechać na rowerze 180 km, a na koniec przebiec 42,2 km, i to wszystko w wyznaczonym limicie czasu. Euforia po ukończeniu trwa dzień, góra trzy, i znika tak szybko, jak się pojawiła.
Tak samo mogę dać inny przykład np.: Zdobycie prestiżowego stażu w wielkiej czwórce.
Myślę, że te zwycięstwa były takie bez znaczenia, ponieważ nie wypływały z naszych prawdziwych pragnień, ale były wynikiem mimesis — robiliśmy to, co czuliśmy, że „musimy” robić z powodu jakiegoś społecznego nacisku.
Punktem zwrotnym dla mnie był mój drugi rok studiów, kiedy zobaczyłem, dokąd prowadzi mnie ta droga mimesis. W sumie jakby na to patrzeć tak z szablonowego punktu widzenia to pierwszy bo raz zmieniłem uczelnie i kierunek. Więc pierwszy rok w nowej uczelni i drugi rok jako student 😊
Przez to, że od paru lat kręciłem się w środowisku rozwojowym. Miałem dostęp do dużo starczych ode mnie osobników— niektórzy z nich to absolwenci prestiżowych uniwersytetów, którzy mieszkali na złotej i mieli swoje biznesy.
To byli ludzie, którzy „osiągnęli sukces”, prawda?
Mieli właściwy kod pocztowy na złotej czyli 00-120, właściwą pracę / biznes, sexowną dupeczkę w sensie atrakcyjnego partnera…
Ale wciąż zmagali się z tymi samymi egzystencjalnymi problemami.
Zarabiali pieniądze, których nie potrzebowali, kupowali rzeczy, których nie chcieli, żeby imponować ludziom, których nawet nie lubili.
I w nich zobaczyłem to samo poczucie rozpaczy i pustki — może nawet głębsze, bo ich ścieżka była już posunięta wiele do przodu.
I jak możesz nie czuć się pusty, skoro żyjesz w taki sposób, że nie kieruje tobą żadna silna wewnętrzna motywacja, tylko zewnętrzna skorupa oczekiwań społecznych?
— Tak, uwierzcie mi widzę to wszędzie. Widzę wpływ teorii mimetycznej w tylu aspektach społeczeństwa, że nie wiem czy śliny by mi nie zabrakło gdybym zaczął wymieniać je wszystkie

Mimesis w prawdziwym życiu. Historia Prawdziwa.
Historia dosłownie sprzed mojego wyjazdu.
Godzina trzecia nad ranem, śpię słodko, gdy nagle z drzemki wyrywa mnie dzwoniący telefon. Na ekranie pojawia się znajomy numer. Zdziwiłem się, ale skoro już i tak mnie obudził, to odebrałem.
W słuchawce – podekscytowany głos Oskara, wręcz krzyczy z emocji:
— Stary, stary, nie uwierzysz, co się właśnie odjebało!
— No dawaj.
— Słuchaj. Jechałem odebrać ziomeczka z roboty. Pracuje w pizzerii, kończy grubo po drugiej, więc stwierdziłem, że skoro mam po drodze, to go podrzucę, bo o tej porze autobusy nie jeżdżą. Wiesz, jak jest.
— No wiem.
— No i jedziemy, gadamy, a on gapi się na moje buty. Ignoruję to, ale w końcu mówię: „Stary, o co ci chodzi?”. A on, że mega mu się podobają i czy bym ich nie sprzedał. Miałem na sobie Balenciagi, kupione kiedyś za półtora koła. Mówię, że raczej nie. Zapada niezręczna cisza. Jedziemy dalej. Po chwili on: „A gdybyś już miał sprzedać, to za ile?”. Rzuciłem: „Dwa koła – gotówką, żadnych przelewów”. Znowu cisza. Jedziemy. Ziomek myśli, myśli… „Mam wypłatę za dwa tygodnie: dam ci tysiaka w gotówie, resztę przeleję”. Ja na to, że nie: albo całość w gotówie, albo nie sprzedaję. Znowu cisza.
Jedziemy dalej i nagle on: „Dobra, stary, a jak wezmę na to kredyt w banku?”. Prawie z pasa zjechałem ze śmiechu. Mówię: „Jak teraz, przy mnie, bierzesz kredyt, to sprzedam ci je za 1 800 – tylko dla fabuły”.
Słuchaj: zjechaliśmy na pobocze, chłop wziął przy mnie kredyt na dwa tysiące, pieniądze miał od razu na koncie. Poszliśmy do bankomatu, wypłacił, ja zdjąłem buty i mu je dałem. Kurwa, chodziłem w nich ponad pół roku, a do auta wracałem na bosaka.
Czego ludzie nie zrobią, żeby się pokazać… Ziomek, który zapieprza dwanaście godzin dziennie w pizzerii, bierze kredyt na buty noszone przez pół roku, tylko po to, by błyszczeć Balenciagami.
No i masz – mimetyzm w czystej postaci.
I wtedy zobaczyłem, jak poprzez mimesis ludzie całkowicie gubili własną drogę, i nawet nie byli świadomi natury własnych pragnień.
Myślę, że to właśnie brak tej świadomości sprawia, że jeśli nie masz właściwego zrozumienia tych sił, to bardzo łatwo dać się im porwać — zwłaszcza w dzisiejszym nowoczesnym świecie.
W czasie studiów stopniowo zacząłem zyskiwać coraz bardziej intymne zrozumienie logiki wszystkich tych zjawisk, których doświadczałem.
I nie dlatego, że byłem ponad to wszystko.
Wręcz przeciwnie — byłem tego świadomy, bo byłem najbardziej winny, najbardziej mimetyczny ze wszystkich.
To, co mnie przeraziło, to uświadomienie sobie, że mogę przeżyć całe życie w ten sposób — zasadniczo nie dla siebie samego.
Wiedziałem, że muszę się zmienić, zanim będzie za późno — zanim statek nabierze zbyt wielkiej prędkości albo — jeśli posłużyć się bardziej swojską metaforą — zanim rozleje się mleko.

Jak René Girard mnie uratował?
Na szczęście, w najciemniejszym momencie mojej rozpaczy, natknąłem się na prace René Girarda.
I Girard mnie uratował.
I mówię to dosłownie — w takim samym sensie, w jakim Wergiliusz uratował Dantego, pokazując mu przejawy i mechanizmy ludziego zła oraz prowadząc go przez oczyszczenie łagodniejszych form wypaczeń.
Girard uratował mnie, prezentując teorię ludzkiej natury, która wyjaśnia prawdziwe źródło pragnienia i przerażające konsekwencje, jakie może mieć, jeśli nie zostanie odpowiednio ukierunkowane.
Dał mi dokładniejszą mapę, dzięki której mogłem powoli się z tej mimetycznej sieci wyplątywać.
Więc można zadać sobie logiczne pytanie
czy siła idei Girarda polega na tym, że one sprawią, że przestaniemy być mimetyczni?
Czy jednak nadal czuje, że wciąż jestem tak samo podatny na pogoń za prestiżem i zazdrością jak wcześniej?
Zdecydowanie to ta druga opcja.
Idee Girarda nie działają w ten sposób, że magicznie sprawiają, że przestajemy być mimetycznymi i społecznymi istotami.
W tym samym środowisku nadal jestem tak samo podatny na siły mimetyczne, jak byłem wcześniej.
Ale jego teoria ma praktyczne, osobiste korzyści.
Pozwól, że wyjaśnię to za pomocą analogii.
Jak interesowałeś się wojskowością to pewnie spotkałeś się z ziomeczkiem który stworzył system OODA
Czteroetapowy proces podejmowania skutecznych decyzji w sytuacjach wysokiego ryzyka.
Był to taki teoretyk wojskowy — John Boyd — i powiedział coś, co muszę tu sparafrazować, bo nie pamiętam dokładnego cytatu:
„Najlepsi piloci myśliwców używają swojego osądu po to, by nigdy nie znaleźć się w sytuacjach, gdzie będą musieli używać swoich najlepszych umiejętności.”
Sednem tego stwierdzenia jest to, że może ważniejsze od umiejętności radzenia sobie z trudną sytuacją jest posiadanie wystarczającej przezorności i osądu, by się w niej w ogóle nie znaleźć.
I myślę, że to właśnie zrobił dla mnie Girard.
Kiedy już jestem głęboko zazdrosny albo pełen pychy, walka jest już przegrana.
Wtedy racjonalne zrozumienie Girarda i teorii mimetycznej nie może mi już pomóc.
Ale teoria mimetyczna daje mi ramy, dzięki którym mogę unikać sytuacji, które wywołują paraliżującą zazdrość czy nieproduktywną pychę.
Uczy mnie, jakiego typu ludzi unikać, kogo mieć blisko,
jak kształtować odpowiednio własne środowisko.

Historia René Girarda: kim był, w co wierzył, czemu się sprzeciwiał, jakie idee wyznawał?
Wszystkie idee, które za chwilę wam przedstawię, nie są moje, ale są najżyczliwszą możliwą rekonstrukcją poglądów Girarda.
To nie jestem ja — to moja interpretacja Girarda.
Mam wiele teologicznych, metodologicznych i psychologicznych niezgodności z Girardem, mocnych punktów spornych — i mógłbym nagrać kolejny film tylko o powodach, dla których się z nim nie zgadzam.
Przedstawię wam najuczciwszą możliwą interpretację Girarda, jaką jestem w stanie przygotować — nawet jeśli prywatnie się z nią w części nie zgadzam.
Bo zostałem wychowany w pedagogicznej tradycji filozoficznej, która postrzega nauczyciela nie jako akwizatora jednego produktu,
ale jako wędrownego kupca z całą karawaną idei.
Nie powinienem pukać do twoich drzwi i wpychać ci jednej ładnej koncepcji do gardła, niezależnie od tego, czego potrzebujesz. Patrz przykład Dan Pena.
zanim pokażę ci „towar Girarda”, że tak powiem, pozwól, że przedstawię ci krótko człowieka stojącego za teorią.
25 grudnia 1923 roku urodził się René Noël Théophile Girard — jako drugie z pięciorga dzieci — w rodzinie złożonej z katolickiej, wykształconej matki i ojca-archiwisty o poglądach antyklerykalnych w Avignon, Francja.
Ojciec Girarda służył w wojsku, stracił brata, a sam został ranny w czasie I wojny światowej.
Przekazał René swoje poglądy na temat bezsensowności konfliktu — i sądzę, że ten światopogląd ugruntował się u Girarda, gdy dorastał w okupowanej przez nazistów Francji.
Oczywiście — jak każdemu, kto wtedy żył w tym miejscu — okrucieństwo nazistów odcisnęło na nim piętno,
ale równie mocno wpłynęło na niego okrucieństwo francuskiego ruchu oporu.
Widzisz, gdy alianci wyzwolili Francję, ruch oporu, teraz sprawujący władzę, zaczął obwiniać i prześladować każdego, kto miał choćby drobne powiązania z nazistami w czasie okupacji.
Często ofiarami były osoby całkowicie niewinne.
Wielu niewinnych ludzi — głównie kobiety, zbyt słabe, by się bronić — zostało kozłami ofiarnymi tłumu, oskarżonymi o kolaborację z nazistami.
Były upokarzane, ciągnięte po ulicach, często zabijane bez procesu, na podstawie bezpodstawnych oskarżeń.
Gdzieś miałem zapisane na kartce cytaty.
Pozwól, że przeczytam ci żywe sceny opisane przez biografa Girarda:
„Niektóre z tych kobiet były młodymi matkami, bez żadnych środków do życia, zmotywowanymi głodem i potrzebą, a nie zdradą czy nawet pragnieniem.
Inne były niezamężnymi nauczycielkami, które zostały zmuszone do przyjmowania niemieckich żołnierzy w swoich domach.
Jeszcze inne to niespokojne nastoletnie dziewczyny, które po prostu flirtowały z obcymi żołnierzami.
Jedna z nich była sprzątaczką, która czyściła niemiecką kwaterę wojskową.
Nie było żadnych procesów — tylko czysty zwierzęcy odwet — haniebny karnawał, który często obejmował rozbieranie tych kobiet do bielizny i ładowanie ich na ciężarówki, by obwozić je po mieście.
Były wystawiane na pokaz przy dźwiękach werbli, krzykach i gwizdach.
Jakby ciężarówki były gilotyną, a rok 1789 i Rewolucja Francuska zmartwychwstały”
Koniec cytatu.
Te sceny, w których niewinne osoby stają się kozłami ofiarnymi, pozostawiły trwały ślad w Girardzie
i stały się motywem przewodnim w całej jego twórczości: zarówno bezsensowność, fałsz i arbitralność konfliktów,
jak i wieczna potrzeba niespokojnych społeczeństw ludzkich, by znaleźć niewinnych winnych, których można obwinić i zabić dla oczyszczenia.
Jeśli chodzi o intelektualną drogę Girarda, można by ją określić jako radykalnie antyinstytucjonalną i całkowicie nieortodoksyjną.
Zawsze był outsiderem.
Był outsiderem od samego początku — nie mógł znieść zwykłej szkoły, musiał uczęszczać na prywatne lekcje, gdzie czytał do woli,
nie według jakiegoś programu nauczania.
Studiował historię na Indiana University, ale jego twórcza ciekawość szybko przekroczyła granice dyplomu.
Nie wniósł większego wkładu do samej historii, a we wszystkich dziedzinach, w których rzeczywiście coś osiągnął, był samoukiem i outsiderem.
Najpierw zaznaczył swoją obecność w teorii literatury, formułując koncepcję mimetyczną poprzez dokładne analizy literatury.
Potem przeskoczył do antropologii, gdzie rzucił światło na potrzebę kozła ofiarnego,
a następnie znów zmienił dziedzinę — na teologię, podejmując poważną obronę chrześcijaństwa.
Pomimo że został przyjęty do prestiżowej Francuskiej Akademii i był profesorem m.in. na Johns Hopkins, w Buffalo i na Stanfordzie,
Girard nadal pozostaje w jakimś stopniu outsiderem w każdej z tych dziedzin.
- Teoretycy literatury mieli do niego pretensje za to, że nie przestrzegał modnych metod i konwencji.
- Antropolodzy nie ufali jego swobodnemu podejściu do źródeł i brakowi pracy terenowej.
- Nawet część społeczności chrześcijańskiej odrzucała go za jego nieortodoksyjne odczytanie ukrzyżowania.

Gotowy by umrzeć, Gotowy by zabić. Gdzie kupić?
Fizyczną książkę Gotowy, by umrzeć. Gotowy, by zabić. możesz nabyć na stronie
https://darkinstitute.pl/gotowybyumrzecgotowybyzabic-2/
Kliknij w poniższy link, aby przejść bezpośrednio do strony zakupu.
Zamów już teraz!

Dlaczego nie będę go do końca nazywać po prostu filozofem?
A może czymś bardziej prowokacyjnym… na przykład prorokiem?
Nie jesteśmy tu od dramatyzowania, więc myślę, że celowo pominąłem „proroka”.
Ale głównie nazwałem go egzegetą, bo tak sam siebie określał, i chciałem uszanować jego własną tożsamość.
W wywiadach wyraźnie odrzucał oba określenia — filozofa i proroka.
Myślę też, że określanie go po prostu jako teoretyka literatury, antropologa czy teologa byłoby zbyt ograniczające.
Egzegeta to ktoś, kto zajmuje się egzegezą, czyli interpretacją Pisma Świętego.
I uważam, że to najtrafniejsze określenie, jeśli chcemy zrozumieć system Girarda i rozległy teren, po którym się poruszał.
Wiesz, on nie jest precyzyjnym, analitycznym filozofem,
ale wizjonerem, który rozwija i wyraża moralną intuicję inspirowaną przez Pismo Święte,
stosując ją do różnych dziedzin.
Mam wrażenie, że czytając Girarda, dla niego te rozległe dziedziny nie były odrębnymi dyscyplinami,
oddzielnymi „wiadrami”, do których tylko na chwilę zanurzał palec,
ale różnymi przejawami tej samej, głębokiej intuicji.
Uważam, że celem Girarda nie było zrewolucjonizowanie krytyki literackiej, antropologii czy teologii, ale wyrażenie tego, co uznał za najgłębszy wgląd chrześcijaństwa.
Skoro mamy już trochę kontekstu o Girardzie jako człowieku, przejdźmy teraz do sedna, do samego mięsa tego video, czyli krótkiego streszczenia systemu Girarda.
Najlepszym sposobem, by zaprezentować wam system Girarda w jednym video,
jest podanie kompletnej historii ludzkości — od ewolucji człowieka z małpy aż po apokalipsę.
Zacznę od podsumowania psychologii Girarda, czyli tego, czym według niego psychicznie różnimy się od zwierząt,
następnie wyjaśnię problemy, jakie ta unikalna psychologia stworzyła dla wczesnych społeczeństw ludzkich oraz jakie rozwiązania te społeczeństwa znalazły.
Po tym omówię, jak chrześcijaństwo — według Girarda — stanowiło znaczące zerwanie z tymi pierwotnymi rozwiązaniami.
A na końcu wyjaśnię, jak chrześcijaństwo doprowadziło nas aż do współczesności i nieuchronnie poprowadzi do gwałtownej apokalipsy.

Psychologia według René Girarda: co odróżnia nas od małp?
Zacznijmy więc od psychologii.
Wnioski o apokalipsie u Girarda zaczynają się od pozornie niewinnej obserwacji: mimesis.
Tym, co według Girarda oddzieliło nas ewolucyjnie od naszych kuzynów z rodziny małp, nie jest rozum, nie jest prawda,
ale mimesis, czyli nasza stopniowo rosnąca zdolność i tendencja do naśladowania.
Najlepsza metafora, jaką mogę podać, by wyjaśnić mimesis, to współdrgające struny skrzypiec.
Gdy umieścisz dwie struny skrzypiec blisko siebie, a szarpniesz jedną, to druga zaczyna wibrować z podobną częstotliwością.
W podobny sposób Girard widzi gatunek ludzkiego zachowania — a mówię tu „zachowanie” w bardzo szerokim sensie: działania, doświadczenia, sądy, intencje —
które wynikają z kopiowania zewnętrznych przykładów tych zachowań.
Ludzie to społeczne zwierzęta do głębi, podatne na tego rodzaju współdrganie.
Tak jak struny skrzypiec nie są niezależne, tak i my nie jesteśmy.
Mimesis to fundamentalna zdolność i skłonność do uzyskiwania dostępu do cudzej subiektywności,
a także do odtwarzania obiektywnych form kulturowych.
Innymi słowy, mimesis to coś, co czyni nas istotami społecznymi
i odróżnia nas od innych zwierząt.
I to właśnie mimesis — ta skłonność do przyswajania zachowań i wartości otoczenia —
sprawia, że prestiż i uznanie mają dla nas ludzi tak wielkie znaczenie.
Pomyśl: kiedy większość grupy społecznej, w której jesteś zanurzony, uważa, że coś jest dobre, piękne albo że coś „powinno się” robić tak, a nie inaczej —
to z czasem zaczynasz przyswajać te postawy również ty, właśnie poprzez mimesis.
Myślę, że nasze codzienne rozumienie prestiżu już zawiera w sobie intuicję o mimetyzmie.
Kiedy mówimy, że coś jest prestiżowe, to w gruncie rzeczy częściowo przyznajemy, że
samo w sobie nie zasługuje na wartość, jaką mu przypisujemy.
Kiedy mówimy „prestiżowy” w kontekście Rolexów, Lambo, Bentleya – częściowo mówimy, że wartość, jaką im przypisujemy, nie wynika w pełni z ich wewnętrznych właściwości,
lecz że istnieje pewna nadwyżka wartości, której te obiekty same w sobie nie zasługują.

Mechanizm działania mimesis: pragnienie metafizyczne a pragnienie fizyczne
Girard powiedziałby, że ta nadwyżka wartości nie pochodzi z samego obiektu, lecz z faktu, że nasi rówieśnicy go cenią, a my przyswajamy ich opinie poprzez mimesis.
Dla Girarda mimesis jest we wszystkim, a wszystko w pewnym stopniu jest mimetyczne.
Adrenalina, która ogarnia cię podczas meczu Lechii Gdańsk
dyskusji na temat polityki
szaleństwo sekt i to, jak wzajemnie podtrzymują swoje złudzenia
przejmowanie akcentów —
nawet tak „zwierzęca” czynność, jak gaszenie pragnienia wodą, zawiera w sobie element mimetyczny.
Pomyśl, jak subtelnie pamiętasz, że nowe to wyprane w pervolu
Właśnie taki jest cel reklam — żeby to zakodować w twojej głowie.
Tak szeroko i wszechogarniająco działa mimesis.
Bez niej ludzkość byłaby dla Girarda całkowicie nie do rozpoznania.
Jednak gatunkiem mimetycznego zachowania, który najbardziej interesuje i niepokoi Girarda,
jest pragnienie (desire) — i to w obu znaczeniach: jako obiekt badań i jako źródło konfliktów.
Jest w porządku, gdy mimesis przekazuje wzorce kulturowe,
ale gdy zaczyna upodabniać pragnienia ludzi, to prowadzi ich do rywalizacji, konfliktu, a często i przemocy.
Girard dzieli wszystkie ludzkie pragnienia na dwa rodzaje:
- Pragnienie bycia – które nazywa pragnieniem metafizycznym,
- oraz pragnienie doświadczania – które nazywa pragnieniem fizycznym.
Pragnienie fizyczne skierowane jest ku doświadczeniu potwierdzonemu przez cechy obiektu.
Pragnienie metafizyczne natomiast — ku temu, co dany obiekt mówi o mnie samym.
Pozwól, że podam kilka przykładów, aby to wyjaśnić:
Mogę na przykład uprawiać seks z powodu pragnienia fizycznego — dla doświadczenia przyjemności, intymności, emocji w danej chwili.
Ale mogę też uprawiać seks z pragnienia bycia —
bo to, z kim uprawiam seks, mówi coś o mnie.
To realna psychologia, którą naprawdę kierują się ludzie.
To psychologia Don Juana lub kokietki.
Dla tych osób seks nie jest już o seksem, ale o tożsamości.
Nie chodzi im o doświadczenie, lecz o dowód — dowód wartości samego siebie.
Inny, bardziej przyziemny przykład:
Mogę kupić samochód dla doświadczenia — żeby nie musieć chodzić wszędzie pieszo.
Ale mogę też kupić samochód, bo chcę być postrzegany jako określony typ osoby —
na przykład mieć najfajniejsze auto na osiedlu, żeby ludzie mnie podziwiali. I dupeczki do mnie podbijały.
Uproszczony, ale może pomocny sposób ujęcia tego jest taki:
Pragnienie fizyczne dąży do użyteczności,
podczas gdy pragnienie metafizyczne dąży do tożsamości.
Oczywiście, ta granica między doświadczeniem a byciem, użytecznością a tożsamością,
nie jest tak do końca ostra.
To, za kogo się uważamy, wpływa na to, jak doświadczamy świat,
tak samo jak nasze doświadczenia — choćby subtelnie — kształtują nasze wyobrażenie o sobie samych.
Ale pomyśl, jak różne mogą być te doświadczenia:
- Pomyśl o wyborze zawodu, bo cię interesuje — w porównaniu do zawodu, który „wypada” mieć.
- Albo o randkowaniu z kimś, bo lubisz z nim spędzać czas — kontra byciu z kimś, bo dobrze wypada towarzysko.
- Albo o podróżowaniu do miejsca, które cię kulturowo fascynuje, kontra wyjazd „bo fajnie tam się pokazać”.
Różnica, którą zaznacza Girard, choć czasem zamazana, jest realna — zwłaszcza w skrajnych przypadkach.
To pragnienie bycia — sedno pragnienia metafizycznego —
jest ukierunkowane na pełnię istnienia.
Girard wierzy, że chcemy istnieć „w wielkiej mierze”.
Pragnienie metafizyczne przyjmuje formę dążenia do obiektów — w najszerszym tego słowa znaczeniu.

To nie o cyce chodzi. To o byt.
Spójrzmy na mnie chce się wspiąć się na Mount Everest, chcę założyć firmę wartą miliard dolarów, chce studiować na uczelni Ivy League, albo coś bardziej przyziemnego — kupić konkretny dojebany samochód, umawiać się Liza bo ma zajebiste cyce, zabrać ją do eleganckiej restauracji i nie dać jej już nigdy spać w nocy.
Ale w tych wszystkich doświadczeniach, powiedziałby Girard, nigdy tak naprawdę nie chodzi o same obiekty.
Nie sądzę, żeby to było coś obcego dla naszego świeckiego, skoncentrowanego na osiągnięciach i konsumpcji społeczeństwa.
Chcemy nabywać obiekty, by wzmocnić i potwierdzić naszą tożsamość.
A sposób, w jaki wybieramy, za którymi obiektami warto gonić, według Girarda polega na naśladowaniu tych osób, które już uznajemy za posiadające tę pełnię bycia.
Przedsiębiorca, wybitny współpracownik — przejmujemy ich pragnienia jako własne,
a obiekty, które oni cenią, stają się obiektami, których również pragniemy.
Błędne założenie tutaj jest takie, że to właśnie posiadanie tych obiektów daje tym „modelom” pełnię ich istnienia.
— Przypomnij sobie reklamy z celebrytami.
— Zgadza się, prawda? Widzisz celebrytę i chcesz tego, czego on chce.
Cała logika reklam z celebrytami się na tym opiera.
I myślę, że jedno zdanie w reklamie butów Michaela Jordana ujawnia całą prawdę — to hasło: „Be Like Mike” („Bądź jak Mike”).
Reklama nie obiecuje ci produktu ani użyteczności,
ale byt i prestiż Michaela Jordana — tak, żebyś ty też mógł otrzymać jego część.
To nie jest: „Skacz jak Jordan”.
To nie jest: „Zdobywaj punkty jak Jordan”.
Reklama butów do koszykówki nie mówi nic o najważniejszych właściwościach fizycznych tych butów — lekkości, przyczepności, sprężystości.
Obiecuje ci coś znacznie cenniejszego — bycie. Bądź jak Jordan.

Główna teza René Girarda
Główna teza Girarda brzmi: to, co często wygląda na podmiot przyciągany do obiektu przez jego wewnętrzną wartość,
w rzeczywistości jest próbą zdobycia obiektu po to, by stać się jak jakiś model.
To nie obiekt jest tym, czego naprawdę chcemy, ale bycie modelu, którego naśladujemy.
Podczas gdy zwykle myślimy o pragnieniu jako jednokierunkowym, płynącym od podmiotu do obiektu,
Girard uważa, że pragnienie jest trójkątne: pochodzi od podmiotu, przez model, ku obiektowi.
Ponieważ w pragnieniu metafizycznym chodzi o naszą tożsamość,
jest to najsilniejsza siła napędowa w całym ludzkim repertuarze motywacyjnym.
Myślę, że łatwo rozpoznać, kiedy jesteśmy napędzani takim pragnieniem — bo wtedy stajemy się obsesyjni i kompulsywni.
Myślimy, że osiągnięcie, zdobycie obiektów, których pragnie nasze pragnienie metafizyczne, całkowicie nas przemieni.
Na różnych etapach życia, pragnienie metafizyczne zwykle kieruje nas ku ograniczonemu zestawowi obiektów.
Dla mnie:
— najpierw to było wejście na śnieżkę bez koszulki,
— potem zrobienie połowy IronMana,
— później zrobienie całości IronMana,
— potem napisanie książki itp.
Zawsze jesteśmy — na różnych etapach życia — skierowani ku czemuś,
i to są właśnie obiekty wskazywane przez pragnienie metafizyczne.

Co łączy pragnienia metafizyczne i romantyzm?
To są obiekty, które w każdej fazie naszego życiaTo są obiekty, które w każdej fazie naszego życia zyskują nadmierne znaczenie,
do tego stopnia, że postrzegamy postęp jako zbliżanie się do nich.
I za każdym razem, gdy się oddalają, choćby subtelnie, choćby o milimetr —
serce nam zamiera, a my doświadczamy głębokiej egzystencjalnej rozpaczy.
Romantyzm to świetny przykład.
Często nawet nie pragniesz kobiety, którą się interesujesz,
i tak naprawdę nie jesteś aż tak zainteresowany.
Ale nagle pojawia się inny skurczybyk —
i on zaczyna się nią interesować…
I nagle ty też zaczynasz się tą osobą ekscytować — i to właśnie w tej rywalizacji rozpala się w nas duch mimetyczny.
Ale jest tu też drugi punkt, dotyczący tego egzystencjalnego niepokoju, którego możemy doświadczać.
Znasz to uczucie tych ogromnych wzlotów i upadków na początku rozmowy z kobietą czy kimś, kto ci się podoba?
Jesteś zachwycony, bo wiadomości idą świetnie — wręcz podskakujesz z radości w korytarzach.
A potem nagle — cisza.
Nie odpisuje.
Wpadasz w panikę, piszesz do znajomych: „Co się dzieje?”,
Nie możesz spać w nocy.
Rano budzik dzwoni — zerkasz — i jest wiadomość.
Odpisała.
Wyskakujesz z łóżka szybciej niż po podwójnym espresso.
To właśnie idealny przykład, który warto przywołać —
Girard często sięgał po romanse jako wzorcowy przykład pragnienia metafizycznego,
i to dokładnie ze względu na te dwie cechy, o których mówię:
Po pierwsze: obiekt nie wnosi wiele (lub nic) do samego pragnienia,
a po drugie: gwałtowne wahania emocji.
To sprawia, że romantyczne relacje, a przynajmniej te, które opisuje, są wręcz podręcznikowymi przykładami urzeczywistnionego pragnienia metafizycznego.
Zobacz — nawet w tak intymnym obszarze jak miłość, nasze pragnienia są, wybacz grę słów, bezradnie przenikane przez cudze pragnienia.
Nawet nasze pragnienia względem partnerów często nie pochodzą w pełni od nich samych, ale od ludzi wokół nich.
Girard mówi: jeśli nawet tak osobiste pragnienie może mieć tak bardzo zewnętrzne źródło,
to tym bardziej dotyczy to innych obszarów:
- wyboru kariery,
- poglądów politycznych,
- gustów estetycznych,
- opinii filozoficznych.
To jest pełnoskalowy atak na nowoczesną koncepcję „systemu automatycznego jednostki”,
która samodzielnie podejmuje decyzje rozumem i ma w sobie autentyczne jądro pragnień, do którego może sięgnąć.
A jeśli ten atak już teraz wydaje się groźny, to następny punkt Girarda uczyni go jeszcze bardziej niepokojącym — i jeszcze bardziej problematycznym dla idei autentyczności.
Tak jak mimesis i pragnienie metafizyczne mogą prowadzić do konformizmu, tak samo mogą powodować oddzielenie się od grupy.

Czy rezygnacja z wyścigu to niezależność, czy tylko moralna poza? O fałszywym indywidualizmie
A więc nawet „pójście własną drogą” może być w rzeczywistości całkowicie społecznie uwarunkowane.
Wyobraź to sobie tak:
Logika pragnienia metafizycznego polega na dążeniu do obiektów powiązanych z tymi, którzy posiadają pełnię bycia.
Więc naturalną kontynuacją tej logiki jest unikanie obiektów powiązanych z tymi, których postrzegamy jako pozbawionych tej pełni.
Chcemy zarówno być jak „fajni ludzie”, jak i odróżniać się od społecznych wyrzutków.
Oto przykład:
Chłopacy z branży technologicznej często chodzą w zwykłych t-shirtach — z punktu widzenia Girarda — wcale nie jest to niezależne od statusowych gier chłopaków z finansjery chodzących zawsze w najlepszych garniakach.
Choć pozornie odrzuca tamtą grę, w rzeczywistości gra tę samą grę, tylko w bardziej zaawansowanej formie.
Pomyśl o tym tak:
Pojawienie się na kolacji w t-shircie za 20 złotych, gdzie wszyscy noszą garnitury za 5000 tysięcy złotych,
jest w pewnym sensie większym pokazem siły, niż gdybyś przyszedł w garniturze za 10 tysięcy.
To komunikat:
„Jestem tak bardzo ponad wami, że nawet nie gramy w tę samą grę.
Wasze najwyższe wartości są dla mnie wulgarne i bez znaczenia.”
To właśnie logika negatywnej fazy mimesis:
oddalić się, aby pokazać wyższość.
To zerwanie z grupą nie jest ani trochę bardziej autentyczne czy niezależne niż konformizm,
bo twoje wybory nadal są podejmowane nie ze względu na sam obiekt, ale na to, co mówią o tobie.
Spójrzmy na mój przykład
Tak w skrócie. Chodziło raczej o intensywność mojego pragnienia i poczucie pilności, że muszę to osiągnąć natychmiast
z powodu zazdrości wobec moich rówieśników, którym wyszło,
odbiłem w drugą stronę — całkowicie odrzuciłem świat doczesny,
przerzuciłem się na filozofię
Przez lata praktycznie nic nie robiłem zawodowo, z czystej urazy.
Odrzucenie świata budowania czy to firmy, czy nawet pójście na jakiś staż stało się moją moralną bronią,
którą próbowałem odwrócić moją porażkę w sukces, moją klęskę w zwycięstwo.
Ale to było tak samo — jeśli nie bardziej — nieautentyczne i wypaczone.
I znowu — to nie tak, że nie lubiłem filozofii.
Ale intensywność, z jaką się temu oddałem, a już zwłaszcza radykalność, z jaką odrzuciłem świat,
nie były autentyczne.
Nie odzwierciedlały tego, jak bardzo lubiłem praktyki filozoficzne,
i na pewno nie pokazywały, jak bardzo nie lubiłem aktywnego, życia zawodowego.
Myślę, że naprawdę straciłem wiele cennych okazji,
bo byłem zbyt zgorzkniały, by w ogóle spróbować.
To moje „wytyczanie własnej ścieżki” było po prostu społecznie uwarunkowaną strategią radzenia sobie,
żeby nie musieć czuć się gorszym od moich bardziej odnoszących sukces kolegów.
Jako społeczeństwo, myślę, że wszyscy dostrzegamy, że pierwszy ruch – konformizm wobec kultury sukcesu jest społecznie uwarunkowany, oparty na prestiżu, nieautentyczny
Ale drugi ruch — odrzucenie grupy — również może być tak samo społecznie uwarunkowany,
bo nadal to relacje z ludźmi, a nie same wybory, kształtują nasze decyzje.
Podziw sprawił, że upodobniłem się w pierwszym przypadku,
a uraza sprawiła, że się odróżniłem w drugim.
Kierunek się zmienia, ale istota pozostaje ta sama.
Ale oczywiście — w naszym społeczeństwie odejście od grupy, wytyczanie własnej ścieżki,
uważa się za pewny znak niezależności — ale to nieprawda.
Girard próbuje tutaj obalić coś, co nazywa „romantycznym kłamstwem”.
To kłamstwo mówi mniej więcej tak:
w głębi każdy z nas jest jednostką, z czymś, co można nazwać autentycznym „ja”.
A na tym „ja” nakładają się kolejne warstwy społecznych ograniczeń, jedna po drugiej, z zewnętrznym pochodzeniem.
Droga do autentyczności — jak głosi to romantyczne kłamstwo — wiedzie przez słuchanie serca, zerwanie z grupą,
czyli odrzucanie kolejnych warstw społecznych wpływów.
Girard mówi: nie tak szybko.
To oderwanie się od grupy może być tak samo społecznie zdeterminowane, jak sztywny konformizm.
Mylisz „różnicę” z „autonomią”.
Mylisz „dystans” z „niezależnością”.
Mylisz „oryginalność” z „wolnością”.
Rzeczywistość jest taka, że możemy być tak samo ukształtowani społecznie przez odrzucenie grupy z urazy,
jak przez przylgnięcie do grupy z podziwu albo presji rówieśników.
Mimesis działa zarówno pozytywnie, jak i negatywnie.
Mimesis i pragnienie metafizyczne więc zniewalają nas we wszystkich kierunkach —
zarówno w konformizmie, jak i w odrzuceniu.
Człowiek — jak pokazuje Girard — jest istotą społeczną do samego rdzenia.

Najważniejsza rzecz do zapamiętania z psychologii Rene Girarda to…
Jeśli miałbyś zapamiętać tylko jedną rzecz z psychologii Girarda, to właśnie tę:
Najpotężniejszym i najbardziej wyjaśniającym elementem ludzkiej psychiki jest nasza społeczność.
Nasze wartości, poglądy polityczne, gusty estetyczne, a nawet przekonania filozoficzne
są w dużej mierze — często wręcz głównie — określane przez innych ludzi,
i to głęboko oraz często nieświadomie, a nie wybierane dla nas samych.
Możemy myśleć, że nasze pragnienia są nasze własne…
ale w rzeczywistości pragniemy nie ze względu na sam obiekt,
lecz ze względu na to, co obiekt mówi o nas.
Możemy myśleć, że pożądamy naszego partnera tylko z powodu tego, kim on jest,
albo przynajmniej ze względu na jego fizyczną atrakcyjność,
ale Girard pokazuje, że nawet to nie jest cała prawda.
Możemy sądzić, że rozum trzyma lejce i kieruje naszymi decyzjami,
ale nasz wymiar społeczny jest często znacznie, znacznie silniejszy.
Rozum udaje właściela, ale w rzeczywistości jest adwokatem i rzecznikiem tej społecznej części —
i znacznie częściej zajmuje się post-factum racjonalizacją.
Typowe przykłady:
„Oczywiście chcę zostać przedsiębiorcą, bo pragnę zmieniać świat na lepsze”
„Oczywiście nigdy nie zostanę przedsiębiorcą, bo biznes jest prostacki, a kapitalizm niemoralny”.
Takie uzasadnienia padają dopiero wtedy, gdy w głębi duszy już wcześniej złożyliśmy hołd ukrytym, społecznym motywom.

O społecznych uwarunkowaniach w teorii René Girarda
Dla Girarda nasza mimetyczna natura,
czyli stopień, w jakim jesteśmy społecznie uwarunkowani,
jest tym, co odróżnia nas od zwierząt
i wskazuje główny kierunek ewolucji człowieka od małpy.
Ten kierunek ewolucji nie polega — jak się zwykle uważa —
na wzroście zdolności rozumowania i pojmowania prawdy.
W końcu, powiedziałby Girard, inne zwierzęta także angażują się w zachowania poszukujące prawdy:
echolokacja, wyczuwanie pól magnetycznych, widzenie w nocy —
to wszystko działania poznawcze.
Ale tylko my jesteśmy zdolni tworzyć bogów,
opowiadać historie, tworzyć fikcje,
iść na wojnę w imię abstrakcyjnego honoru,
którego nie da się posmakować, powąchać ani dotknąć,
zamieniać jedzenie i schronienie na kawałki papieru,
umierać za mity i bogów, którzy nigdy nie istnieli.
Zwierzęta są trzeźwe.
My jesteśmy szaleni.

Unikalność nie wynika ze zdolności odkrywania prawdy, lecz z wiary w określone kłamstwa
Dla Girarda, to co nas czyni unikalnymi, to nie zdolność odkrywania prawdy,
ale zdolność wierzenia w kłamstwa — o ile inni wokół nas też w nie wierzą.
Dla nowoczesnego umysłu to głęboko obce pojęcie natury ludzkiej.
I otwiera ono puszkę Pandory pełną pytań:
- Co to znaczy chronić wolność jednostki,
jeśli — jak współdrgające struny skrzypiec — nigdy nie byliśmy naprawdę wolni? - Jak możemy podążać za własnymi, autentycznymi pragnieniami,
skoro każda część naszej psychiki ma źródło na zewnątrz nas? - Jak proces demokratyczny może nie być równie arbitralny jak kaprys jednego dyktatora,
skoro jesteśmy tak łatwo podatni na wpływ tłumu?
Idziemy dalej

Historia według Girarda – Mechanizm kozła ofiarnego
To prowadzi nas do o wiele ważniejszego i groźniejszego problemu w tej ewolucyjnej historii, któremu teraz musimy się przyjrzeć.
Wszystko, o czym mówiliśmy do tej pory — wszystko, co omówiliśmy — to podstawowe zdolności psychiczne, które definiują człowieczeństwo.
Teraz jednak przeskoczmy z powrotem do historii według Girarda, by zobaczyć, jakie wyjątkowe wyzwania ta psychologia ze sobą niesie.
Przechodzimy oficjalnie od psychologii do historii.
Wraz z tym, jak wczesny człowiek stawał się coraz bardziej mimetyczny,
proste hierarchie dominacji, które dobrze sprawdzały się w grupach zwierzęcych,
zaczęły się rozpadać.
Pomysł wygląda mniej więcej tak:
Hierarchie dominacji — w których istnieje jasny łańcuch od alfy, przez betę i gammę aż po omegę —
działają dobrze, jeśli poziom mimesis jest niski.
Tak długo, jak beta nie pragnie tego, co ma alfa, a gamma nie pragnie tego, co ma beta — wszystko jest w porządku.
Ale mimetyczna skłonność u wczesnych ludzi stała się tak silna,
że zaczęło dochodzić do przenikania pragnień przez hierarchię.
Pragnienie metafizyczne — a przynajmniej jego intensywność — jest czymś unikalnym dla ludzi,
i to sprawia, że jednostki zaczynają rywalizować ze swoimi modelami.
Zbieżne i konkurencyjne pragnienia metafizyczne zaczęły rozdzierać grupy społeczne —
prowadząc do wojen wszystkich przeciwko wszystkim,
i niszcząc każdą społeczność, która wpadła w ten wir.
Girard twierdzi, że jedynie te grupy społeczne, które przetrwały i zbudowały trwałą kulturę,
to te, które przez przypadek odkryły pewien kulturowy „wzorzec” powstrzymujący ten narastający konflikt —
mechanizm, który nazwał mechanizmem kozła ofiarnego.
W środku takiej wojny wszystkich przeciwko wszystkim — powiedzmy w wojnie domowej, Rewolucji Francuskiej —
gdy społeczeństwo pogrąża się w całkowitym chaosie,
Girard zauważa, że społeczności często jednoczą się wokół jednej ofiary lub małej grupy ofiar,
obarczając ich całą winą i frustracją wynikającą z danego chaosu oraz przebiegu zdarzeń.
Idąc tym tropem zadajemy sobie logiczne pytanie:
Czy to jest jakiś racjonalny proces, jak np. wyrok sądu wobec oskarżonego?
Odpowiedź według Girarda jest oczywista, czyli jednym słowem Nie. Nie jest to racjonalny proces.
To jest raczej proces losowy,
gdzie pewne oskarżenia wobec pewnych osób zaczynają nagle zyskiwać siłę,
aż cała grupa wpada w ich czar.
Pomyśleć należy raczej o losowości Rewolucji Francuskiej, a nie o precyzyjnych wymiezonych atakach w burżułazje winną tego systemu.
Ofiara, nawet jeśli nie jest całkowicie niewinna, z pewnością nie zasługuje na taką skalę winy, jaka zostaje jej przypisana.
Grupa jest zawsze w błędzie, a pewność tej grupy wzmacniana jest jednomyślnością — tym, że wszyscy wierzą w winę ofiary.
Taka ofiara zostaje wykluczona, często brutalnie zamordowana,
a grupa doznaje oczyszczającego wyładowania i przywraca „pokój”.
Niestety, w historii ludzkości jest aż nazbyt wiele przykładów niewinnych kozłów ofiarnych.
- Pomyśl o nazistach, którzy uczynili z Żydów kozły ofiarne upadku Niemiec.
- Pomyśl o Wielkim Głodzie na Ukrainie gdzie stalinowska propaganda oskarżyła zamożniejszych chłopów o winę za nieudany plan kolektywizacji
- Pomyśl o procesie i śmierci Sokratesa z rąk ateńskiej ławy przysięgłych.
- Pomyśl o czarnej śmierci, którą zrzucano na czarownice i czary.
Girard uważa, że nie wystarcza nam znalezienie winnych,
ale chcemy znaleźć jedno radykalne źródło zła,
na które można zrzucić całą odpowiedzialność.
Mechanizm kozła ofiarnego u Girarda ujawnia odwieczną potrzebę społeczeństw ludzkich w czasach kryzysu i chaosu —
znalezienia jednej ofiary, której można przypisać całą winę i ją zabić,
by przywrócić pokój i jedność.
Ta zbrodnia musi być maksymalnie oczyszczająca,
a więc musi być również maksymalnie brutalna i zwodnicza.

Morderstwo i podmiot w filozofii społecznej René Girarda
Często cała wina za problemy społeczeństwa zrzucana jest na jedną ofiarę.
Girard uwCzęsto cała wina za problemy społeczeństwa zrzucana jest na jedną ofiarę.
Girard uważa, że to morderstwo jest złe, że opiera się na kłamstwie, że jest godne pożałowania i nie powinno mieć miejsca —
ale działało.
I było jedyną rzeczą, która działała, utrzymując przy życiu wczesne ludzkie społeczeństwa.
Aby zrozumieć, co Girard tutaj naprawdę twierdzi — bo to bardzo radykalne twierdzenie o przemocy jako fundamencie społeczeństwa —
musimy wrócić do jego psychologii.
W każdej filozofii społecznej trzeba zapytać: kim jest podmiot?
- Dla Marksa podmiotem jest klasa społeczna,
- dla faszyzmu — państwo narodowe,
- dla Augustyna — chrześcijańska dusza,
Podmiotem filozofii społecznej Girarda jest „zwierzę duchowe” —
nie takie, które myśli w kategoriach użyteczności i liczb,
ale takie, które działa przez zemstę i dumę, honor i tożsamość,
które odczuwa zazdrość i urazę.
Dla takiej istoty społecznej, głównym mechanizmem rządzącym nią nie jest konsensus,
ani mandat niebios, ani dobro wspólne,
a już na pewno nie racjonalna debata polityczna.
Girard twierdzi, że nie jesteśmy racjonalnymi stworzeniami,
zainteresowanymi systematyczną analizą i zniuansowanym rozwiązaniem,
ale społeczno-duchowymi istotami, które potrzebują katartycznego wyładowania przeciwko radykalnemu złu.
W momentach ekstremalnego kryzysu, nie szukamy prawdy —
szukamy wielkiego kłamstwa i założycielskiego mordu, który da nam oczyszczenie.
To kłamstwo idzie jeszcze dalej.
Chociaż w nowoczesności już się tak nie dzieje — z powodów, które omówimy później —
to w pierwotnych religiach pogańskich pokój, który nagle zstępował na tłum po zamordowaniu ofiary,
był tak cudowny, tak natychmiastowy i niewiarygodny, że ludzie nie byli w stanie pojąć, co się wydarzyło.
Jak to możliwe, że jeszcze przed chwilą rzucaliśmy się sobie do gardeł, a teraz jesteśmy pojednani?
I tak, w równie zwodniczy sposób, w jaki tłum wcześniej obarczał ofiarę winą za chaos,
teraz przypisuje jej zasługę za przywrócenie pokoju.
Zamordowaną ofiarę, paradoksalnie, wynosi na ołtarze jako boga.
Girard twierdzi, że mechanizm kozła ofiarnego działa tak jednomyślnie,
że ludzie czują się całkowicie usprawiedliwieni w tym, co robią —
do tego stopnia, że nawet nie czują, że to oni przynoszą pokój.
Widzą tylko ofiarę, i uznają, że to musi być właśnie ona, która przyniosła pokój.
Skoro tak jest — to musi być bóstwo.
Ci pogańscy bogowie są wszechmocni — mają moc przynoszenia i kończenia zniszczenia.
Są postrzegani zarówno jako dobrzy, jak i źli.
Przykład, na który Girard często się powołuje, to historia Edypa, opowiedziana przez Sofoklesa.

Edyp w interpretacji Girarda – znaczenie mitu w teorii kozła ofiarnego
Opowiem taki skrócony zarys:
Edyp jest nowym królem Teb, które nawiedza zaraza.
Edyp popełnił dwa wielkie grzechy:
- ojcobójstwa – zabił własnego ojca,
- kazirodztwo – spał z własną matką.
Gdy to wychodzi na jaw, całe miasto obwinia Edypa o zarazę i go wypędza.
Ludzie doznają oczyszczenia, a zaraza ustaje.
Edyp wędruje po greckich polis, i z biegiem czasu dzieje się coś bardzo dziwnego:
Zamiast być jedynie znienawidzoną postacią, którą wszyscy chcą odepchnąć i zapomnieć,
ludzie zaczynają rywalizować, by go zaprosić do siebie.
W całej Grecji rozchodzi się przepowiednia, że tam, gdzie Edyp zostanie pochowany,
tam zapanuje trwały pokój.
I właśnie w tej mitologii Edypa widzimy oba ruchy mechanizmu kozła ofiarnego:
- Najpierw kozioł ofiarny, którego wszyscy obwiniają i wypędzają,
- potem boski status ofiary, której przypisuje się moc przywracania porządku i pokoju.
Po pierwsze, widzimy mechanizm kozła ofiarnego.
Edyp mógł być moralnie winny ojcobójstwa i kazirodztwa,
ale z pewnością było przesadnym kłamstwem uważać go za przyczynę całej zarazy, prawda?
Jego wygnanie było bezpodstawnym oskarżeniem.
Po drugie, mamy do czynienia z procesem ubóstwienia.
Ponieważ wygnanie Edypa przyniosło trwały pokój poprzez katharsis,
zaczął on zyskiwać podwójną tożsamość:
nadal zły jako sprawca zarazy,
ale także radykalnie dobry — mający moc kończenia zaraz i przywracania pokoju.
Edyp, pod koniec opowieści, został ubóstwiony — a przynajmniej fetyszyzowany.
Girard twierdzi, że we wszystkich religiach pogańskich możemy znaleźć ślady ofiary, która została bogiem,
i która leży u podstaw danej kultury.
Przykład:
- greckiemu mitowi o narodzinach Zeusa, z jego niepokojącym podobieństwem do rytualnego mordu,
Ale to nie tylko religie rodzą się z mechanizmu kozła ofiarnego —
także kultura i społeczeństwo pogańskie jako całość.

Juliusz Cezar jako ofiara i bóg: prawdziwa logika pogańskich instytucji. Nakazy i Rytuały
Weźmy przykład Juliusza Cezara, który — z perspektywy Imperium Rzymskiego —
jest ofiarą.
W historii Cezara widzimy wszystkie kluczowe elementy mechanizmu kozła ofiarnego:
- Najpierw Rzym pogrążony jest w chaosie i wojnie domowej.
- Juliusz Cezar zostaje kozłem ofiarnym — obwiniony i zbiorowo zamordowany na oczach Senatu.
Pokój nie przychodzi od razu, ale ostatecznie zostaje przywrócony przez innego Cezara —
Cezara Augusta, siostrzeńca Juliusza.
I z chwilą zwycięstwa Augusta, Juliusz Cezar zostaje dosłownie ubóstwiony —
Senat Rzymski ogłasza go bogiem,
a on staje się źródłem legitymizacji i prestiżu dla całego Rzymu.
Od tego momentu kolejni władcy czerpią swoją legitymizację z powiązania z Cezarem,
często wprost przyjmując jego imię i nazywając siebie „Cezarami”.
Stąd tak wiele „Cezarów” w historii świata.
Ofiara, która stała się bogiem, uwieczniona w micie —
to według Girarda centralny mechanizm każdej religii i kultury pogańskiej.
CETRALNU MECHANIZM KAŻDEJ KULTURY I RELGIJI POGAŃSKIEJ
Ale oczywiście, opowieści nie wystarczą, by utrzymać pokój i prowadzić społeczeństwo.
Dlatego z tych mitów i założycielskich morderstw wywodzą się dwa zestawy rzeczywistych instytucji:
- Zakazy (prohibitions),
- Rytuały.
Logika zakazów polega na zapobieganiu chaosowi poprzez tworzenie różnic społecznych między ludźmi,
tak aby pragnienie metafizyczne nie mogło się tak łatwo rozprzestrzeniać.
Systemy klasowe, role płciowe, dziedziczne cechy zawodowe —
nawet jeśli opresyjne,
pełniły kluczową funkcję w pogańskim społeczeństwie,
chroniąc przed wzajemną rywalizacją.
Kiedy jednak zakazy zawodziły,
potrzebny był drugi zestaw instytucji — rytuały.
Rytuały mają na celu powtórzenie założycielskiego morderstwa w kontrolowany sposób,
by wygenerować takie samo katharsis, jak oryginalny akt przemocy.
Prawdziwe kazirodztwo, rozwiązłe festiwale, ofiary z ludzi —
choć brutalne, również spełniały ważną funkcję:
wytwarzały oczyszczenie i utrzymywały pokój.
Były zaworami bezpieczeństwa.
Podsumujmy:
Mechanizm kozła ofiarnego przebiega według następującego schematu:
- Rzeczywiste katastrofalne wydarzenie —
zaniepokojone społeczeństwo morduje niewinną ofiarę. - Następuje katharsis i społeczność odzyskuje spokój —
pojawiają się nowe bóstwa. - To wydarzenie zostaje upamiętnione i udramatyzowane w micie.
- Mit ten zostaje przetworzony z powrotem na instytucje społeczne
w postaci zakazów i rytuałów.
Ten łuk — od wydarzenia przez mit do instytucji — to nie tylko sposób, w jaki powstają religie pogańskie,
ale również podstawa każdego społeczeństwa i kultury ludzkiej.
Oczywiście — te społeczeństwa i mity od początku do końca opierają się na kłamstwach.
Zarówno kozioł ofiarny, jak i jego ubóstwienie są równie fałszywe —
bo ofiara nie ma ani mocy wywoływania chaosu, ani kończenia go.
To projekcja psychologiczna tłumu,
oparta wyłącznie na jednomyślności.
I co ważne — ta fałszywość zawsze jest ukryta przez mit,
ponieważ mit pisany jest z perspektywy prześladowcy.
Prześladowca pisze z pozycji tłumu, a z tej perspektywy wszystko wydaje się prawdziwe.
Wina, pochwała, ubóstwienie — wszystko to wydaje się zasłużone, a nie jedynie projekcją.
Ale co ważniejsze — nic z tego nie może zostać ujawnione,
bo gdyby tak się stało, bogowie straciliby swoją moc,
jeśli ludzie zrozumieliby, że to oni sami, dzięki jednomyślności, nadali im tę moc.
To wszystko jest fałszywe i całkowicie arbitralne.
Można powiedzieć, że w skrócie wyjaśniłem „fałszywe” religie pogańskie, jakie przedstawia Girard. To nas z kolei prowadzi do ważnego pytania:

Dlaczego Girard był chrześcijaninem? O ofierze, która mówi prawdę
Na pierwszy rzut oka, chrześcijaństwo idealnie pasuje do tej logiki,
którą Girard przypisuje fałszywym religiom pogańskim, prawda?
- W Jerozolimie dochodzi do zamieszek społecznych, które kończą się ukrzyżowaniem Chrystusa.
- Mamy niesprawiedliwe uczynienie Chrystusa kozłem ofiarnym, jego morderstwo na krzyżu.
- Potem mamy zmartwychwstanie i ubóstwienie.
- Dalej: mitologizację przez Biblię.
- A na końcu: instytucjonalizację przez Kościół katolicki, jego zakazy i rytuały.
Pytanie brzmi:
Jak historia chrześcijańska może być dla Girarda prawdziwa, skoro wszystkie religie pogańskie są fałszywe?
Girard odpowiada, że historia chrześcijańska rzeczywiście ma tę samą strukturę co religia pogańska,
ponieważ Chrystus także staje się kozłem ofiarnym.
Ale jest tu jedna zasadnicza różnica:
Chrześcijaństwo będzie pierwszą opowieścią opowiedzianą z perspektywy ofiary.
Pamiętaj:
Mit pogański zawsze staje po stronie morderców.
Zawsze wierzy w winę swojej ofiary.
Opowieść Sofoklesa o Edypie potwierdza wyrok Teb:
że Edyp rzeczywiście był winny zarazy z powodu ojcobójstwa i kazirodztwa.
Albo weźmy założycielski mit Rzymu, o Romulusie i Remusie —
Romulus zabija Remusa, by założyć Rzym.
Kanoniczna wersja tej historii również usprawiedliwia zabójstwo,
uznając je — choć może godne ubolewania — za konieczne,
z powodu pychy Remusa i jego przekroczenia granic miasta Romulusa
Biblia robi coś innego:
opowiada ten sam typ historii, co religia pogańska —
ale z innej perspektywy.
Nie z punktu widzenia prześladowcy,
jak robią wszystkie religie pogańskie,
ale z perspektywy ofiary.
Pomyśl:
Co mówi nam Biblia?
Mówi nam, że Chrystus jest niewinny.
Piłat, który go skazuje, otwarcie ogłasza jego niewinność.
Tłum, który żąda śmierci Chrystusa, jest pokazany jako przypadkowy i niesprawiedliwy,
jako prawdziwe źródło zła.
Skazanie Jezusa jest ukazane jako całkowicie niesprawiedliwe,
a zarzuty wobec niego są jedynie projekcją psychologiczną tłumu.
I oczywiście — cała ta historia została spisana i przekazana nam przez uczniów,
czyli ze strony ofiary, a nie prześladowców.
Chrześcijaństwo opowiada historię kozła ofiarnego — ale z odwrotnej, prawdziwej strony.
To tak, jakby ławnicy, którzy przez całe wieki słuchali kłamstw opowiadanych przez zbrodniarzy w mitach pogańskich,
nagle zostali wystawieni na prawdę — opowiedzianą przez ofiarę.
Ukrzyżowanie obnaża kłamstwa wszystkich religii
i pokazuje, że tłum kłamie,
ofiara jest niewinna,
nie ma żadnej świętej pogańskiej mocy — to tylko projekcja.
To jest fundamentalne i donośne przesłanie, jakie płynie z ukrzyżowania dla Girarda.
I to przesłanie powoli, lecz nieodwracalnie
zacznie rozmontowywać mechanizm kozła ofiarnego.
Od tego momentu, będziemy czytać mity w świetle Ewangelii,
które pozwolą nam dostrzec ich fałsz.
Niewinność Chrystusa i jego niesprawiedliwe prześladowanie —
poprzez rozprzestrzenienie się chrześcijaństwa —
stają się dominującą soczewką, przez którą będziemy patrzeć na świat odtąd.
Zawsze będziemy wypatrywać niesprawiedliwego prześladowania.
Zawsze będziemy stawać po stronie ofiary.
Zawsze będziemy świadomi kłamstw tłumu.
Chrystus wiedział, że sama racjonalna analiza mechanizmu kozła ofiarnego —
taka jak ta, którą ci właśnie przedstawiłem —
nie wystarczy, by wyrwać społeczeństwa z tego wiecznego kulturowego schematu.
Potrzebujemy równie silnej opowieści,
która wstrząśnie nami i przeniesie nas do zupełnie nowego sposobu widzenia świata.
I właśnie na tym polega siła chrześcijańskiej opowieści.
W pewnym sensie wszyscy żyjemy dziś w chrześcijańskim paradygmacie,
nawet jeśli nie jesteśmy chrześcijanami wprost, ponieważ to chrześcijaństwo stanowi fundament filozoficznej intuicji współczesności.
Chrześcijaństwo jest więc, według Girarda, religią, która kończy wszystkie religie,
mitem, który kończy wszystkie mity,
morderstwem założycielskim, które obnaża i kończy inne morderstwa założycielskie,
ujawniając ich przemoc, niesprawiedliwość i kłamstwo.
Odpowiednią metaforą dla relacji między chrześcijaństwem a religią pogańską
jest relacja między szczepionką a chorobą którą zwalcza.
Skuteczność szczepionki polega na jej bliskości do pierwotnego wirusa,
a nie na radykalnej odmienności, prawda?
I to właśnie ta podobieństwo sprawia, że działa

Dlaczego Biblia obala pogańskie mity? Girardowska interpretacja
Biblia — według Girarda — to szczepionka przeciw mitom.
Dlatego strategia wielu współczesnych chrześcijan, którzy próbują pokazać, że Biblia nie ma nic wspólnego z dawnymi mitami,
że jest radykalnie inna, jest błędna.
Weźmy na przykład epos o Gilgameszu, jeden z pierwszych znanych mitów Mezopotamii.
Wielu chrześcijan rumieni się z powodu podobieństw między tym mitem a Biblią, prawda?
- Mamy poszukiwanie owocu nieśmiertelności z drzewa życia wiecznego —
coś, co pojawia się zarówno w Biblii, jak i w micie Gilgamesza. - Jest podstępny wąż, który zjada owoc i odbiera ludziom nieśmiertelność.
- Są też wielkie potopy, z których ocaleni zostają wybrani.
Girard powiedziałby:
Nie wstydź się tego, nie próbuj dystansować Biblii od tych mitów.
Biblia jest skuteczna właśnie dlatego, a nie pomimo, że jest bliska mitom.
Biblia jest koniem trojańskim, który od wewnątrz wyzwala nas z religii pogańskiej.
Zaskakujący wniosek Girarda brzmi:
Chrześcijaństwo to siła demistyfikująca, która kończy religie.
Chrześcijański paradygmat moralny odbiera fundamentalny fundament wszystkim pierwotnym ludzkim społeczeństwom.
Stopniowo, ale nieuchronnie, chrześcijaństwo pozwala nam rozszyfrować i uciec z mechanizmu kozła ofiarnego,
który nie może już działać, jeśli ludzie wiedzą, że ofiara jest niewinna.
Jeśli ofiara jest ukazana jako niewinna,
to katharsis nie jest możliwe.
Bez katharsis — nie ma pokoju.
Bez pokoju — nie ma ubóstwienia.
Bez ubóstwienia — pogańskie, światowe instytucje tracą prestiż.
A bez prestiżu — nie mogą już działać.
Chrześcijaństwo wyprowadza ludzkość z cyklicznego czasu,
wyznaczanego przez zmienne paradygmaty moralne,
i kieruje ją ku trajektorii liniowej.
Kierunek tej liniowości wyznaczają cztery kluczowe siły, które Chrystus uwolnił w historii ludzkości:
- Miłość,
- Prawda,
- Innowacja,
- i — zaskakująco — przemoc.
Jak zawsze u Girarda, nawet jego analiza skutków chrześcijaństwa w świecie jest pełna napięć i paradoksów.
W tym pudełku Pandory, które otworzył Chrystus, mamy zarówno dobre rzeczy:
miłość, prawdę, innowację —
jak i apokaliptyczną przemoc.
Wszystkie te siły naraz wzrastają i wymykają się spod kontroli.
Co więcej — nawet wewnątrz każdej z tych sił,
Girard widzi ambiwalencję:
- Miłość często objawia się jako hipokryzja,
- Prawda staje się dogmatem,
- Innowacja degeneruje się w modę,
- a nawet przemoc, zdaniem Girarda, może być siłą napędową,
która — jeśli odpowiednio ukierunkowana, np. przez kapitalizm —
tworzy najlepsze warunki życia w dziejach ludzkości.
Przyjrzyjmy się teraz każdej z tych sił po kolei.

Miłość, przemoc i ofiara: jak chrześcijaństwo zmieniło świat według Girarda
Pierwszą siłą, którą chrześcijaństwo uwolniło w historii, jest miłość.
To miłość uczyniła nasze instytucje, jak prawo, bardziej humanitarnymi.
To miłość sprawia, że rozwinięte kraje rywalizują między sobą w pomaganiu krajom pogrążonym w kryzysie.
To miłość wyzwoliła nas z okrutnych praktyk ofiar ludzkich i rytuałów krwawych.
To miłość leży u podstaw nowoczesnych ideałów politycznych:
praw człowieka i równości.
Girard uważa, że za to wszystko odpowiada Chrystus, ponieważ to była jego główna wiadomość:
Zrzeknij się przemocy. Nastaw drugi policzek. Rozwijaj miłość. Kochaj bliźniego jak siebie samego.
Dziś tak bardzo troszczymy się o biednych i wykluczonych,
zawsze stawiamy się po stronie ofiary,
podczas gdy społeczeństwa pogańskie stawały po stronie silnych —
bo historia Chrystusa opowiada o niewinności i moralnej czystości ofiar.
Kulturowo, jesteśmy radykalnie inni niż społeczeństwa pogańskie, które czciły władzę
i lekceważyły słabych.
Ale — w pewnym sensie — uparta natura ludzka nadal się nie zmienia.
Girard uważa, że nadal musimy prześladować,
ale jedynym dopuszczalnym sposobem prześladowania jest dziś:
w imię ofiar.
W imię walki z prześladowaniem.
W pewnym sensie Girard nie jest przekonany, że społeczeństwo rzeczywiście aż tak bardzo się zmieniło,
że naprawdę porzuciliśmy prześladowania.
Być może — mówi — lepszym ujęciem jest to, że nastąpiła jedynie powierzchowna zamiana tego,
kogo uważamy za dopuszczalne, by prześladować.
W naszej kulturze skupionej na ofiarach, każdy, kto wygląda jak tradycyjna ofiara, staje się nietykalny:
mniejszości etniczne, klasy niższe, kobiety, osoby z niepełnosprawnościami.
I Girard uważa to za coś dobrego.
Ale problem polega na tym, że odwróciliśmy to do góry nogami.
Teraz czujemy się uprawnieni — ba, może nawet zobowiązani — do prześladowania wszelkiego rodzaju przywilejów:
białego przywileju, przywileju sprawności, przywileju klasowego, męskiego przywileju.
Girard mówi tak — oto cytat:
„Obowiązkowe współczucie naszego społeczeństwa umożliwia nowe formy okrucieństwa.”
Girard oskarża nowoczesność o hipokryzję
i przypomina nam o strasznych zbrodniach popełnionych w imię ochrony ofiar.
Kolejny cytat:
„Hipokryzja jest niebezpieczna, ponieważ prowadzi dokładnie do tego, czemu twierdzi, że się sprzeciwia — do prześladowania ofiar.
Każdy, kto zna tragedie Związku Radzieckiego — zbudowanego na ochronie prześladowanego proletariatu —
powinien z przerażeniem patrzeć na Amerykę ogarniętą ideologią ofiar.
To inne oblicze totalitaryzmu, ta inkwizycja w imię ofiar,
to właśnie forma, jaką dziś przybiera arbitralna, nieusprawiedliwiona przemoc —
prześladowanie prześladowców.”
Prawda chrzęscijaństwa
To tyle o miłości, i ta sama ambiwalencja dotyczy drugiej siły chrześcijaństwa: prawdy.
Girard zachęca nas, byśmy spojrzeli na współczesny świat.
Bardziej niż jakakolwiek inna cywilizacja, cenimy dziś prawdę
i wierzymy w naszą zdolność do jej poznania.
Jesteśmy daleko od ogrodowych zakazów Edenu, które zabraniały dostępu do Drzewa Poznania.
Jesteśmy daleko od intelektualnej pokory Hioba.
Daleko od lekcji Edypa, który pokazuje, że większa wiedza może prowadzić do katastrofy.
I daleko od polowań na czarownice i zabobonów.

Jak chrześcijaństwo umożliwiło powstanie nauki – według René Girarda
Co może wydawać się zaskakujące — Girard uważa, że koronny sukces prawdy, czyli nauka, wyrósł z chrześcijaństwa.
To może brzmieć niedorzecznie — ale oto pierwsza wersja jego argumentu:
Chrześcijaństwo przygotowało grunt pod naukowe dociekanie, wypędzając mit i oczyszczając przestrzeń poznawczą.
To już powinno brzmieć znajomo:
Chrześcijaństwo obnaża fałszywe, światowe podstawy i zaczyna burzyć zakazy, rytuały i religie pogańskie.
Dopiero gdy przestajemy szukać prawdy w micie, rozum zyskuje przestrzeń, by wydać owoce poznania.
W końcu, jeśli coś zostało już wyjaśnione przez powszechnie czczony mit, którego nie wolno kwestionować,
to rozum nawet nie podejmie próby badania tego zjawiska.
Interlokutor Girarda ujmuje to trafnie — kolejny cytat:
„To właśnie chrześcijaństwo umożliwia naukę, desakralizując rzeczywistość i uwalniając ludzi od magicznych przyczynowości.”
„Gdy przestajemy widzieć burze jako efekt działań czarownicy zza ulicy, możemy zacząć badać zjawiska meteorologiczne naukowo.”
Girard mówi: będę musiał powiedzieć o tym jeszcze więcej, by cię przekonać — i zrobię to —
ale zanim zaczniemy świętować, że chrześcijaństwo umożliwiło naukę,
pamiętajmy: z prawdą dzieje się to samo co z miłością.
Tak jak ochrona ofiar staje się sztandarem dla nowych prześladowców,
tak samo miłość do nauki przekształciła się w fetyszyzację,
która tworzy nową, niekwestionowaną religię.
Ale co złego jest w tym, że nauka zyskuje olbrzymi prestiż?
Co w tym niewłaściwego?
Girard odpowiada:
Gdy nauka zostaje ubóstwiona, staje się niepodważalna —
co pozwala uciszać głosy sprzeciwu i usprawiedliwiać popierdolone poglądy polityczne.
W latach 70. XX wieku pojawiła się fala absurdalnych prognoz klimatycznych,
popieranych przez The Times, New York Review, Columbia, Brown.
Publikowano artykuły o nieuchronnej epoce lodowcowej,
co dziś wydaje się śmieszne.
A przecież grozę nazizmu usprawiedliwiano najnowszą ówczesną nauką — eugeniką.
To nie była „pseudonauka”,
eugenika cieszyła się ogromnym prestiżem oraz poważaniem w początkach XX wieku.
Była oparta na Darwinie, na najnowszej biologii ewolucyjnej,
i odegrała główną rolę w rozwoju statystyki.
Nie wiem czy wy rozumiecie. Na ( Uniwersytecie w Londynie ) University College London istniała katedra eugeniki,
tak jak dziś istnieją katedry biologii.
Eugenikę wspierali laureaci Nobla, jak Hermann Muller,
i politycy, jak Theodore Roosevelt.
Girard uważa, że powód, dla którego ubóstwianie nauki jest niebezpieczne,
jest dokładnie tym samym powodem, dla którego niebezpieczne było ubóstwianie edyktów Kościoła katolickiego.
Tak jak krwawa europejska konkwista obu Ameryk była przynajmniej częściowo usprawiedliwiana odwołaniem do katolicyzmu
i rzekomą misją szerzenia Ewangelii,
tak dziś również legitymizujemy nasze często wątpliwe polityczne cele za pomocą odrobiny „rozumu”, kilku kropli „nauki”.
I tak jak tych, którzy kiedyś nie zgadzali się z Kościołem katolickim, nazywaliśmy heretykami,
tak dziś tych, którzy nie zgadzają się z politycznie nacechowaną, wątpliwą „nauką”, nazywamy „zwolennikami teorii spiskowej” –
ludźmi, których nawet nie trzeba słuchać ani z nimi polemizować.
Kiedy nauka zostaje ubóstwiona, staje się przeszkodą dla prawdy i autentycznego dociekania,
bo przestaje być początkiem rozmowy, a staje się jej końcem.
I w tym właśnie leży hipokryzja.

Jak chrześcijaństwo zapoczątkowało epokę innowacji? Girard: Jezus był początkiem
Trzecia siła, którą chrześcijaństwo uwolniło, to innowacja.
I, według Girarda, została zapoczątkowana przez Chrystusa w bardzo podobny sposób jak nauka.
Burząc mity, zostajemy uwolnieni od przesadnej czci wobec przeszłości
i zyskujemy wolność oraz moc, by wyobrażać sobie przyszłość.
Pomysł, jaki Girard ma tu na myśli, można łatwiej zrozumieć, patrząc na negatywny przypadek.
Czym z pewnością innowacja nie jest?
To reakcyjne przekonanie, obecne przez większą część historii (np. wśród konfucjanistów czy wielu chrześcijan),
że najlepsze dni są już za nami.
Z takiego punktu widzenia nasze praktyczne podejście polega jedynie na ślepym naśladowaniu przeszłości
i próbie zatrzymania upadku historii.
W takim światopoglądzie samo słowo „innowacja” miało negatywne konotacje aż do XVIII wieku.
Oznaczało odejście od świętego, choć sztywnego i statycznego ideału,
który został nam przekazany przez dawne mity.
Wcześniej innowacja była synonimem herezji.
Taka przesadna cześć wobec przeszłości często zakorzeniona była w religijnej wierze w zmitologizowaną przeszłość.
Chrześcijaństwo uwalnia nas od tego ślepego kultu,
ponieważ — według Girarda — jest siłą, która burzy mitologię.
Chrześcijaństwo ukazuje to, co uważaliśmy za niezmienne, jako arbitralne
— i dlatego możemy eksperymentować i wprowadzać innowacje.
Gdy zostajemy uwolnieni z uścisku przeszłości,
innowacja prowadzi do radykalnych zmian technologicznych i społecznych.
Wystarczy spojrzeć wokół:
- Opanowanie podróży drogą lądową, powietrzną i morską,
- Zwycięstwo nad chorobami i głodem,
- Nowe systemy polityczne,
- Zmiany norm płciowych,
- Pieniądz —
cała cywilizacja zachodnia w ostatnich kilkuset latach jest zdefiniowana przez zmianę
i wręcz szczyci się nią.
Ale problem z innowacją jest taki sam jak z miłością i prawdą: hipokryzja.
Dziś fetyszyzujemy innowację.
Posłusznie maszerujemy pod sztandarem „oryginalności”.
Girard mówi o tym tak:
Cytat:
„Współczesny świat odrzuca naśladownictwo na rzecz oryginalności za wszelką cenę.
Nie powinieneś nigdy mówić tego, co mówią inni,
nigdy malować tego, co malują inni,
nigdy myśleć tego, co myślą inni — i tak dalej.
Ale ponieważ jest to absolutnie niemożliwe,
wkrótce pojawia się negatywne naśladownictwo,
które sterylizuje wszystkoCoraz częściej ludzie są zmuszeni do tego, by przewracać swoje poglądy na lewą stronę
i z wielką pompą ogłaszać jakąś nową epistemologiczną rewolucję,
która rzekomo ma zrewolucjonizować całe pole od góry do dołu.Ta obsesja na punkcie oryginalności przyniosła kilka rzadkich arcydzieł,
ale także całkiem sporo rzeczy osobliwych i dziwacznych.Zasada oryginalności za wszelką cenę prowadzi do paraliżu.
Im bardziej celebrujemy kreatywne i wzbogacające innowacje,
tym mniej ich w rzeczywistości powstaje.Przez 2 tysiące lat sztuka była naśladowcza —
i dopiero w XIX i XX wieku ludzie zaczęli odrzucać mimesis.
Dlaczego? Bo jesteśmy bardziej mimetyczni niż kiedykolwiek.
Rywalizacja przyjmuje taką postać, że bezskutecznie usiłujemy wypędzić z siebie naśladownictwo.”

Chcesz być oryginalny? Zacznij od kopiowania – Girard o paradoksie kreatywności
Problem, na który Girard zwraca tu uwagę, to to, że całkowite odrzucenie naśladownictwa
i bałwochwalcze uwielbienie innowacyjności
ignoruje fakt, że naśladownictwo i sensowna innowacja są często nierozdzielne.
Najpierw musisz naśladować i osiągnąć mistrzostwo,
zanim możesz dokonać jakiejkolwiek prawdziwej innowacji.
Historia pełna jest przykładów, gdzie powtarzanie, replikacja, naśladowanie
były koniecznym warunkiem wstępnym dla innowacji.
- Pomyśl o Gerardzie, który był mistrzem reprodukcji poetyckich form,
zanim stworzył własne. - Pomyśl o gigantach przemysłowych, które zaczynały jako zwykli mali Chińczycy i kopiowali wszystko jak popadło,
by z czasem stać się prawdziwymi innowatorami.
Zacytujmy Girarda raz jeszcze:
„Zaczęło się od Niemiec, które w XIX wieku uważano najwyżej za zdolne
do naśladowania Anglików — i to właśnie w momencie, gdy ich prześcignęły.
Potem byli Amerykanie, których przez długi czas Europejczycy postrzegali
jako przeciętnych producentów gadżetów,
nie dość teoretycznych ani intelektualnych, by odgrywać globalną rolę przywódczą.
Potem Japończycy, którzy po II wojnie światowej nadal byli postrzegani
jako żałośni imitatorzy zachodniej wyższości.
A teraz znowu się to zaczyna, wydaje się — z Koreą.
I być może wkrótce z Chinami.
Wszystkie te kolejne błędy dotyczące twórczego potencjału naśladownictwa
nie mogą być dziełem przypadku.”
Wniosek Girarda jest taki, że fetyszyzując innowacyjność i oryginalność,
a jednocześnie odrzucając powtarzanie, kopiowanie, naśladownictwo,
paradoksalnie skazujemy się na niemożność stworzenia czegokolwiek innowacyjnego,
bo innowacja zależy od imitacji.
Jak widzisz — nawet trzy rzekomo dobre siły nowoczesności: miłość, prawda, innowacja —
są głęboko ambiwalentne.
Kultura zmieniła się fundamentalnie — nigdy wcześniej nie istniało społeczeństwo
tak pełne miłości, tak poszukujące prawdy i tak innowacyjne jak nasze.
Ale uparcie niezmienna natura ludzka wciąż trwa.
Nadal musimy prześladować,
musimy ubóstwiać,
i musimy naśladować.
Dlatego wypaczenia nowoczesności, według Girarda, przybierają formę hipokryzji:
- Prześladowanie pod sztandarem ochrony ofiar,
- dogmatyzm naukowy pod pozorem wolności badań,
- najbardziej wtórne imitacje opakowane jako radykalne innowacje.

Czy prawda Chrystusa prowadzi do chaosu? Girard o końcu fałszywego pokoju
Najlepszą metaforą, która oddaje zarówno to radykalne zerwanie,
jak i upartą ciągłość,
jest rakieta dopiero co wystrzelona,
która walczy o osiągnięcie prędkości ucieczki.
Pomyśl:
rakieta jest bez wątpienia radykalnym zerwaniem
z tym, czym była wcześniej — czyli ciałem spoczywającym nieruchomo.
Ale nadal jest ciągłością, bo wciąż działa na nią grawitacja.
To samo, być może, można powiedzieć o punkcie historii, w którym się dziś znajdujemy:
- Z jednej strony: radykalne zerwanie z kulturami, które czciły przemoc wobec ofiar,
- Z drugiej: niezmienna, grawitacyjna siła ludzkiej kondycji —
nadal musimy kogoś prześladować i na kogoś zrzucić winę.
To właśnie napięcie między postępem kulturowym a trwałością ludzkiej natury
jest tym, co dręczy nowoczesność według Girarda.
A teraz nasz statek kosmiczny — rakieta nowoczesności — już ma kłopoty.
Ale czwarta i ostatnia siła uwolniona przez chrześcijaństwo
sprawi, że runie z powrotem na ziemię.
To przemoc.
Możesz być zaskoczony, że Girard uznaje przemoc za jedną z sił,
które wychodzą od Chrystusa i jego pokonania mechanizmu kozła ofiarnego.
Ale jeśli zrozumieć Girardowską koncepcję tego, jak ustanawia się pokój w świecie,
ten wniosek okazuje się całkiem logiczny.
W końcu, jeśli światowy porządek i pokojowe społeczeństwo są oparte na fałszywym, brutalnym akcie katharsis,
to prawda i miłość, które Chrystus uwolnił, muszą być dla tego porządku zagrożeniem,
jeśli nie wręcz niszczącą siłą.
Mechanizm kozła ofiarnego jest dla Girarda głęboko moralnie dwuznaczny:
- Jest kłamliwy,
- Jest niesprawiedliwy,
- Ale jest też cholernie skuteczny.
Wystarczy, że jeden niewinny człowiek zostanie zabity,
by cała społeczność została „oczyszczona” i ocalona.
Poświęcić jednego dla pokoju wszystkich.
Ograniczyć wolność jednostek dla stabilności całości.
Dlatego — mówiąc bardzo uproszczonym językiem — można powiedzieć:
Mechanizm kozła ofiarnego jest światowym dobrem, ale ostatecznym złem,
podczas gdy Chrystus jest ostatecznym dobrem, które przynosi światową destrukcję.
Girard nieustannie przypomina nam, że sam Chrystus to zapowiedział.
W Ewangelii wg Mateusza 10,34 Chrystus mówi:
„Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz”
Miecz Chrystusa wymierzony jest w mechanizm kozła ofiarnego,
który stanowi fundament światowego porządku.
I choć konsekwencje chrześcijańskiego objawienia — według Girarda — są gwałtowne i destrukcyjne,
intencje Chrystusa z pewnością takie nie były.
Chrystus nie przyszedł zburzyć światowego porządku dla samego burzenia,
ale po to, byśmy mogli zostać uwolnieni od przemocy i kłamstw,
i w rezultacie nauczyć się naprawdę kochać.
Chrystus zdjął nam kółka treningowe, byśmy mogli zaznać wolności —
a my po prostu się potknęliśmy i upadliśmy.
Bez mechanizmu kozła ofiarnego nie mamy już dawnych zakazów,
które powstrzymywały pragnienia metafizyczne przed niekontrolowanym rozrostem,
ani nie mamy rytuałów ofiarnych, które zapewniały katharsis.
Innymi słowy:
Straciliśmy narzędzia zarówno do zapobiegania przemocy, jak i do jej rozładowywania.
Dlaczego więc świat jeszcze się nie rozpadł?
W końcu — mówiąc szczerze — świat wydaje się dziś całkiem spokojny.
Girard odpowiada:
Nie myl braku aktualnej przemocy z brakiem potencjału do przemocy.
Energia przemocowa narasta i kumuluje się,
ale jak dotąd została powściągnięta i przekierowana produktywnie
przez dwie nowe instytucje nowoczesności.

Kapitalizm jako ukryta forma przemocy – według René Girarda
Pierwszą z nich jest kapitalizm.
Kapitalizm to kanał, który pochłania i produktywnie ukierunkowuje przemoc.
Dla jasności: gdy Girard mówi, że kapitalizm to forma przemocy,
nie chodzi mu o biczowanie niewolników przy budowie piramid.
Chodzi mu o to, że te same gwałtowne, rywalizacyjne energie —
pragnienie chwały, dumy, dominacji, zwycięstwa —
dzisiaj są głównymi siłami napędzającymi kapitalizm.
Girard przypomina (cytat):
„Nie bez powodu europejska arystokracja przeszła do biznesu,
gdy bohaterowie i wojownicy przestali być w modzie.”
Girard twierdzi, że kiedy zajrzymy za kurtynę motywacji ludzi w kapitalizmie,
nie powinniśmy spodziewać się pragnienia pomagania innym,
a nawet nie powinniśmy spodziewać się czystej chciwości materialnej.
Ludzie dążą do tych samych dóbr społecznych, co zawsze:
uznania, honoru, prestiżu, chwały.
Książęta i bohaterowie dawnych czasów,
którzy kiedyś zbieraliby armie,
dziś rywalizują ze sobą w tworzeniu produktów i usług.
Girard ostrzega:
Nie daj się zwieść altruistycznym deklaracjom, które aktorzy kapitalistyczni tak desperacko głoszą.
To ta sama siła, która popchnęła Achillesa do zabicia Hektora,
która pchnęła Niemcy do inwazji na Francję,
to ta sama siła, która dziś napędza naszą gospodarkę.

Girardowska krytyka kapitalizmu
Analiza Girarda dotycząca kapitalizmu jest głęboko ambiwalentna.
Kapitalizm może funkcjonować w ten sposób tylko wtedy, gdy jest wspierany przez prawo.
Prawo jest drugą kluczową instytucją nowoczesności, która powstrzymuje przemoc.
Dla Girarda, prawo działa tylko w sytuacji,
gdy istnieje podmiot posiadający monopol na przemoc,
który może rozstrzygać spory między stronami.
Prawo nie przynosi pokoju poprzez katharsis,
ani nie jest uzasadnione prestiżem jakiegoś bóstwa.
Utrzymuje pokój poprzez groźbę jeszcze większej przemocy.
Jeśli ty, jako strona poszkodowana,
nie jesteś zadowolony z wyroku sądu i próbujesz dokonać prywatnej zemsty —
zabijając lub raniąc sprawcę —
państwo przyjdzie po ciebie i ukarze cię jeszcze większą przemocą.
Prawo działa tylko wtedy, gdy istnieje silny podmiot z monopolem na przemoc,
który może łatwo zdominować obie strony sporu.
To właśnie z tego wynika jego skuteczność.
Dlatego wewnątrz jednego państwa prawo jest często nienaruszalne i święte,
ale między państwami, prawda?
Pomyśl o prawach ONZ albo Konwencji Genewskiej —
to prawa bez żadnego bytu dysponującego monopolem na przemoc,
dlatego są regularnie łamane bez większych konsekwencji.
Dla Girarda kapitalizm to kipiący kocioł energii przemocy i rywalizacji,
który musi zostać opanowany przez prawo, jeśli ta przemoc ma się nie przelać.
Dlatego — według Girarda — największe ryzyko pęknięcia
występuje tam, gdzie kapitalizm przecina się z najsłabszymi punktami prawa:
czyli w handlu międzynarodowym.
Globalny handel to miejsce, gdzie narodowa duma i energetyka rywalizacji się kumulują,
ale nie ma żadnej instytucji z monopolem na przemoc,
która mogłaby rozstrzygać spory międzynarodowe.
W tym kontekście warto przytoczyć ponownie zadziwiającą prognozę Girarda sprzed 15 lat,
wygłoszoną w szczycie optymizmu wobec relacji chińsko-amerykańskich,
kiedy powszechnie wierzono, że handel zbliży oba kraje.
„Konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Chinami nastąpi.
Wszystko jest już na miejscu, choć niekoniecznie zacznie się od poziomu militarnego.
Handel może bardzo szybko przekształcić się w wojnę.
Z tej perspektywy można zasadnie obawiać się wielkiego starcia między USA i Chinami w nadchodzących dekadach”
Jeśli taka wojna między dwiema kolosalnymi potęgami rzeczywiście wybuchnie,
może być ostatnią wojną w historii.

Czy żyjemy w czasach ostatecznych? Girard o broni nuklearnej i zagładzie
Z wynalezieniem broni jądrowej, Girard uważa, że żyjemy w momencie apokaliptycznym,
w którym cały świat może spłonąć w ciągu minut.
Czym wyjątkowa jest bomba atomowa?
Nie chodzi tylko o jej siłę destrukcyjną —
bombardowanie Tokio czy masowe rzezie Mongołów były porównywalne
z dewastacją pojedynczego uderzenia nuklearnego.
Wyjątkowość bomby nuklearnej polega na tym, że zmusza rywali do całkowitego zniszczenia się nawzajem
przy pierwszym sygnale prowokacji.
W przeciwieństwie do bombardowań czy hord mongolskich,
które wymagały czasu i logistyki,
broń jądrowa może zostać użyta natychmiast — bez starcia i bez ostrzeżenia.
Przed erą nuklearną wojny były jak walka bokserska — z manewrowaniem, przerwami,
śmiertelne ciosy były rzadkie i opóźnione.
Broń jądrowa przekształca wojnę w pojedynek,
natychmiastową i śmiertelną eskalację.
W rzeczywistości jest jeszcze gorzej niż pojedynek,
bo pozwala zabitemu jeszcze zabić żywego.
Nawet jeśli zrównasz moje terytorium z ziemią,
moje atomowe okręty podwodne mogą pomścić mnie pośmiertnie.
To właśnie oznacza wzajemnie gwarantowane zniszczenie (MAD — Mutually Assured Destruction).
W tym świetle obawy Girarda przed apokalipsą są mniej teologiczną spekulacją, a bardziej déjà vu.

Radziecki atomowy okręt podwodny z 1962 roku i Girard: jak blisko byliśmy apokalipsy?
27 października 1962 roku, radziecki okręt podwodny
uzbrojony w torpedę z głowicą nuklearną
został zlokalizowany i namierzony przez amerykańską grupę lotniskowcową,
która zaczęła zrzucać ładunki głębinowe sygnalizujące atak —
w praktyce bomby podwodne, które mogły zniszczyć okręt.
W szczycie kryzysu kubańskiego,
załoga tego okrętu od dni nie miała kontaktu z Moskwą
i sądziła, że wybuchła III wojna światowa.
Rozważano odpalenie broni nuklearnej.
Aby to zrobić, potrzebna była zgoda trzech oficerów.
Dwóch się zgodziło.
Tylko uparty sprzeciw trzeciego oficera zapobiegł niemal pewnemu atakowi jądrowemu
i — najprawdopodobniej — **zagładzie świata.
To było tak blisko.
Wola jednego człowieka była jedyną barierą przed apokalipsą.
Po upadku Związku Radzieckiego,
widmo zagłady nuklearnej zniknęło z wyobraźni zbiorowej,
ale Girard prorokuje, że ten duch przeszłości wkrótce powróci, by nas nawiedzić.
Jeśli koniec świata miałby swój początek,
trudno wyobrazić sobie coś bardziej adekwatnego niż wynalezienie bomby atomowej.

Girard o końcu świata: jak żyć, gdy zagłada wydaje się nieunikniona?
Więc jak żyć w czasach ostatecznych?
Gdy apokalipsa czai się za rogiem, co robić?
Odpowiedź Girarda jest krótka, ale i niesatysfakcjonująca.
Z Girardem — wycofaj się ze świata.
Zostaw to wszystko za sobą.
Zajmij się swoim własnym ogrodem.
Nie możesz powstrzymać apokalipsy.
Próbując wziąć udział w tym chaosie, tylko zabrudzisz własny charakter moralny.
Z Girardem — trzymaj się z dala od wszystkiego,
by móc pielęgnować własną duszę.
Królestwo Boże nie zostanie ustanowione tutaj, na ziemi,
ale może uda się nam zachować wewnętrzną czystość, by być go godnym doświadczyć go w niebie.
4 listopada 2015 roku, René Girard zmarł spokojnie w swoim domu w Stanford, w Kalifornii,
w wieku 91 lat — pozostawiając nas w ogłuszającej ciszy,
uwięzionych w apokaliptycznym momencie,
z niczym poza radą, by się wycofać.
Tak kończy się historia Girarda
— i w tym miejscu zakończę mój przydługi wywód
Girard zaczyna swoją ostatnią książkę następująco:
„To książka apokaliptyczna.
Z czasem stanie się bardziej zrozumiała,
ponieważ, bez cienia wątpliwości,
przyspieszamy gwałtownie ku zagładzie świata”
Niestety, jego najbardziej nieprawdopodobna prognoza —
o pogarszających się stosunkach chińsko-amerykańskich —
z czasem okazała się trafna.
Co do samej apokalipsy — rozpaczliwie mam nadzieję, że Girard się myli.
Ale boję się, że ma rację.
A jeśli ma rację, to Girard jest wart poznania,
bo jest jednym z nielicznych przewodników,
którzy potrafią nawigować po czasach ostatecznych,
jednym z ostatnich Wergiliuszy, którzy biorą apokalipsę dosłownie i poważnie.

Dwójmyślenie czyste w formie, czyli skutki uboczne filozofii Girarda
Jednak byłbym nieuczciwym przewodnikiem po jego ideach,
gdybym nie powiedział ci również, dlaczego NIE powinieneś angażować się w Girarda
albo kontynuować na własną rękę czytanie bardziej dogłębnie jego dzieł.
Jest takie popularne porównanie:
Filozofia jest jak medycyna —
ma moc leczenia duszy i społeczeństw.
I myślę, że to bardzo trafna metafora —
ale nie została doprowadzona do końca.
Bo tak jak leki mają skutki uboczne,
tak filozofie także je mają.
Chciałbym, by filozofowie pisali na swoich książkach skutki uboczne,
tak jak robią to firmy farmaceutyczne.
Na przykład:
- „Uwaga: wstręt do świata materialnego po zbyt dużej dawce dialogów platońskich.”
- „Ostrzeżenie: więcej niż jedna porcja Nietzschego dziennie może wywołać niekontrolowany gniew u osób z wcześniejszymi problemami emocjonalnymi”
- „Efekt uboczny: impotencja przy zbyt poważnym traktowaniu sutr buddyjskich”
Tak jak lek przepływa przez twoje żyły i infiltruje cały system,
idee Girarda również zagnieżdżą się w twojej psychice
i skolonizują twój światopogląd.
Więc musimy zapytać:

Dlaczego powinieneś nie czytać Girarda – ciemna strona jego filozofii
Analogia z Matrixa
Przedstawiłem ci czerwoną pigułkę,
ale jako uczciwy człek,
muszę też powiedzieć, dlaczego może warto wziąć niebieską.
Najbardziej prawdopodobne, choć niekonieczne skutki uboczne czytania Girarda są trzy:
Po pierwsze — alienacja.
Girard pokaże ci, że twoje najintymniejsze, najgłębiej zakorzenione pragnienia,
na których zbudowałeś całą swoją tożsamość,
są tak naprawdę zewnętrzne i obce.
Kariera, którą chciałeś mieć od dziesiątego roku życia.
Typ osoby, którą chciałeś poślubić.
Sprawa polityczna, której poświęciłeś życie —
wszystko to może zostać ujawnione jako pragnienia zapożyczone i perwersyjne.
Teoria mimetyczna może również odizolować cię od innych ludzi.
Od tej chwili trudno będzie ci całym sercem uczestniczyć w jakiejkolwiek zbiorowej aktywności czy to politycznej, czy to społecznej,
bo zawsze będziesz świadomy kłamstw mimetyzmu i szaleństwa tłumu.
Po drugie — bezczynność.
Girard to najbardziej ambiwalentny pisarz, jakiego kiedykolwiek spotkałem.
Co zrobić z mechanizmem kozła ofiarnego?
Z jednej strony — to ogromne kłamstwo…
Zabijasz niewinnych — ale z drugiej strony —
to jedyny sposób, w jaki społeczeństwa pogańskie potrafiły zaprowadzić pokój.
Czy powinniśmy walczyć o zniesienie systemów kastowych?
- Jeśli tego nie zrobisz, narazisz ludzi na arbitralne podziały,
bezsensowne formy ucisku oparte na kłamstwach. - Ale jeśli to zrobisz, otworzysz ich na rywalizację wszystkich ze wszystkimi,
pragnienie metafizyczne spali ich wspólnoty od środka.

Czy powinniśmy uczestniczyć w kapitalizmie?
Kapitalizm to rywalizacyjna, przemocowa klatka,
która jednocześnie stworzyła najbardziej pokojowe, dostatnie i piękne społeczeństwo,
jakie kiedykolwiek istniało.
Jeśli szukasz jednoznacznych odpowiedzi —
albo choćby jakichkolwiek odpowiedzi —
to trafiłeś pod zły adres.
Idź do Marksa albo Hegla.
Skrajna ambiwalencja wszystkich idei Girarda,
w połączeniu z jego głębokim pesymizmem wobec ludzkiej natury i historii,
ma tendencję do paraliżowania tych,
którzy przyswoją je sobie zbyt dogłębnie.
Trzeci i ostatni skutek uboczny: beznadzieja.
Ten punkt powinien być ci już dobrze znany:
Apokalipsa jest nieuchronna.
Ani ty, ani ja, ani nikt inny nie może jej powstrzymać.
Jeśli mimo to chcesz pozostać pełen nadziei po zapoznaniu się z Girardem,
musisz wiedzieć jedno:
ta nadzieja nie przyjdzie od niego.
Będzie musiała pochodzić z ciebie.
To ty będziesz musiał wyciągnąć siebie — i nas wszystkich — z tej apokaliptycznej dziury.
Girard nie ma już nic więcej do zaoferowania.
Zawróć, póki jeszcze możesz. Ostrzegłem cię.
A do tych, którzy są wystarczająco uparci albo może makabrycznie ciekawi,
by kontynuować —
mogę tylko jeszcze raz odwieść was od dalszych wykładów,
cytując Dantego i napis widniejący nad bramą piekła:
Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie.